Ministerstwo powołuje się też na raport Banku Światowego z 2005 roku, wg których w Polsce na studia płatne idzie, paradoksalnie, młodzież z rodzin mniej zamożnych i ze wsi. I by się uczyć, musi pracować. A na bezpłatne stacjonarne dostają się dzieci rodziców o wyższym wykształceniu i dochodach, których stać na korepetycje i utrzymanie dziecka w czasie studiów.
Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, w projekcie nowelizacji jest również zapis o limitowaniu przez szefa resortu miejsc na studiach na uczelniach publicznych. Teraz szkoły wyższe same decydują, ilu przyjąć studentów. Od ich liczby zależy wysokość dotacji z budżetu. Limity, których wprowadzenie zakłada projekt, dotyczyłyby uczelni z uprawnieniami do nadawania habilitacji. Ustawa da im prawo samodzielnego uruchamiania nowych kierunków studiów (teraz program studiów zatwierdza minister). Jednak będą je mogły otworzyć tylko pod warunkiem, że nie wzrośnie w nich liczba studentów dziennych. „Zwiększenie liczby studentów stacjonarnych w tych uczelniach zależeć będzie od zgody ministra wydanej na podstawie analizy struktury kształcenia w kraju” – napisano w projekcie.
Z założeń do nowelizacji ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym” wynika także, że już od roku akademickiego 2011/2012 szkoły wyższe będą mogły samodzielnie przeprowadzać dodatkowe sprawdziany kompetencji dla kandydatów na studia. Od nich będzie więc zależeć, czy przywrócą egzaminy wstępne a nowa matura nie musi być jedyną podstawą przyjęcia na większość kierunków studiów. Uczelnie nie będą musiały już występować o zgodę ministra nauki i szkolnictwa wyższego, aby przeprowadzić test kompetencji dla kandydatów na poszczególne kierunki studiów.
Nowelizacja ustawy będzie poddana konsultacjom międzyresortowym, po miesiącu ma być przedstawiona rządowi.
Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, 15 czerwca 2009, Gazeta Prawna, 17.06.2009
Zobacz też:
Rozmowa z wiceministrem edukacji prof. Zbigniewem Marciniakiem
Wybrane komentarze czytelników
do tyłu krok po kroku
Zawsze staram się żyć złudzeniem, że droga jaką zmierza ten kraj to właściwy kierunek. Widząc jednak takie pomysły uświadamiam sobie, że to jedynie iluzja. Pomysł ten uważam za porażkę polskiego szkolnictwa a argumentacja jaką przedstawia p. minister to w 90% bzdury, które dziecinnie łatwo podważyć.Chętnie wszedł bym w polemikę z panią kudrycką to jednak nie miejsce na referat, w każdym razie pani minister powinna cofnąć się do podstawówki bo logika jej myślenia rażąco kuleje, w środowisku akademickim większość osób podziela moje zdanie, a mail do pani minister zostanie wysłany "na dniach".
juz niedlugo byly obywatel Polski
Jak za 2-3 lata bede pakowal bagaze, w celu wyjazdu z Polski na stale, prosze tylko o nie udawanie przez rzad, ze chial zatrzymac absolwentow studiow. Wprowadzenie oplat w latach 90 mialo pomoc w podniesieniu jakosci studiow. Tymczasem poziom sie obnizyl, a teraz nawet gdy ktos zechce poszerzyc wiedze o drugi kierunek, bedzie musial zaplacic. Celem ustawy jest po prostu zwiekszenie dochodow ludzi, ktorzy do tej pory uwazali, ze kilka tysiecy miesiecznie to za malo...
art. 2 ust. 1 pkt 8 oraz 9
Mam wątpliwość czy brak zapisu w pkt 8 (art. 2 ust. 1), przy jednoczesnym wprowadzeniu go do pkt 9 - o możliwości ubiegania się o przyjęcie na studia trzeciego stopnia, wyklucza taką możliwość w stosunku do absolwentów studiów drugiego stopnia?
Skoro ustawodawca w jednym przypadku zapis wprowadza, a w drugim nie, to ma w tym jakiś cel. Gdyby intencją było dopuszczenie możliwości w obu przypadkach, to zamieściłby ten zapis w obu punktach albo w żadnym. Jedne i drugie studia kończą się uzyskaniem tytułu magistra albo tytułu równorzędnego. Kryteria przyjmowania na studia doktoranckie określałby pkt 10, który stawia wymóg uzyskania tytułu magistra albo tytułu równorzędnego.
Z poważaniem
Maria Kisielnicka

