Skończył się rok szkolny, zaczęły wakacje, wydawałoby się, że koniec tematyki oświatowej. Redakcja monitora chciałaby odpocząć. Okazuje się, że nie tak prędko.
Minister Roman Giertych napisał list z okazji zakończenia roku szkolnego. Znaczną jego część poświęcił swoim „dokonaniom” w minionym roku. Minister pochwalił się, że rozpoczęty został proces „wdrażania poważnych zmian do uzdrowienia polskiej szkoły poprzez wzmocnienie jej funkcji edukacyjnej i przywrócenie funkcji wychowawczej”. Napisał również, że jego program „kładzie nacisk na odbudowanie autorytetu nauczyciela i ochronę dzieci zarówno przed przemocą jak i niebezpiecznymi dla ich rozwoju treściami.”
Ostatni rok szkolny był dla oświaty wyjątkowo trudny. Minister co i raz rzucał jakimiś pomysłami, które miały gruntownie zmienić polską szkołę. Na szczęście zanim jeszcze środowisko zdążyło się nimi przestraszyć minister już zmieniał zdanie, a może po prostu zapominał o swoim projekcie i wymyślał nowy. Nie mniej płodny okazał się minister Orzechowski, jego kwestionowanie teorii Darwina przejdzie do historii.
Ale te wszystkie pomysły, obietnice, buńczuczne zapowiedzi, co to się zmieni w polskiej edukacji przypominają blefowanie w pokerze. I podobnie, jak w grze hazardowej przychodzi moment, gdy ktoś krzyknie „sprawdzam”.
No właśnie, sprawdzam. W Biuletynie Informacji Publicznej ogłaszane są wszystkie akty prawne dotyczące oświaty. Jest tu kilka rozporządzeń Rady Ministrów i 12 (słownie dwanaście) rozporządzeń podpisanych przez ministra Giertycha. Średnio na jeden miesiąc przypada 0,92 rozporządzenia.
Powiecie, i słusznie, że nie o ilość chodzi. Ale ich jakość również nie daje podstaw do stwierdzenia, że rozpoczęły się zmiany prowadzące do „uzdrowienia” szkoły. Część rozporządzeń ma charakter czysto porządkowy i żadnej zmiany nie czyni. Tak jest na przykład z rozporządzeniami w sprawie organizacji roku szkolnego, z obwieszczeniem rejestru placówek podległych ministrowi czy wzorem legitymacji służbowej. Naprawdę istotne są tylko dwa akty prawne – jeden dotyczy oceniania, drugi nadzoru pedagogicznego. Rozporządzenie w sprawie oceniania jest konsekwencją „amnestii maturalnej” i konieczności wycofania się z niej po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. A nadzór po prostu przywrócił system kontroli szkół, znany jeszcze z czasów PRL-u.
Największe zmiany wprowadzone zostały w ustawie o systemie oświaty. Tu właśnie znalazły miejsce „flagowe” pomysły ministra: mundurki, blokady internetu (na razie jest to tylko zapowiedź, nie ukazało się jeszcze rozporządzenie Rady Ministrów regulujące sposób zabezpieczeń) i ochrona przysługująca nauczycielom jako funkcjonariuszom publicznym. To nie jedyne zmiany wprowadzone przez ministra. Nowy jest skład komisji wybierającej kuratora oświaty tak, aby bezwzględną większość mieli w niej przedstawiciele administracji rządowej. Wreszcie ustawa ograniczyła swobodę wyboru programu nauczania i podręcznika przez nauczycieli. Czy to ma być to zapowiadane odbudowywanie autorytetu nauczyciela?
Sprawdzam dalej. Na stronie BIP-u znajduję bardzo ciekawy dokument. Jest nim „Program prac legislacyjnych Ministerstwa Edukacji Narodowej do realizacji w 2007 roku.” Liczę starannie, z 26 rozporządzeń, które miały być przygotowane do czerwca 2007 roku, wydano tylko 6. A to oznacza, że wykonano plan zaledwie w 23%. Być może zresztą jest to najbardziej optymistyczna informacja wynikająca z analizy pracy MEN-u.
Nie ma się więc czym chwalić, panie ministrze. Część zaplanowanych rozporządzeń może nie „uzdrowi” polskiej szkoły, ale na pewno ułatwi jej działanie. Potrzebne jest rozporządzenie w sprawie kwalifikacji, nagród, standardów wymagań. Ale po co ja to piszę? Właściwie im mniej aktywności ministra Giertycha tym lepiej dla szkół. Tylko po co ta propaganda sukcesu?
Zobacz też:
Prawie bez komentarza
Wybrane komentarze czytelników
Nie w naszym imieniu
Jeden człowiek decyduje o losach tak wielu ludzi. Większość z nich, szczególnie wśród uczniów ma bardzo złą opinię na temat pana Romana. Ubierając wszystkich w takie same ubrania i zakazując młodzieży dostępu do pewnych lektur, książek czy informacji w internecie nie uzdrowi "młodych serc". Problemy są w środku a nie na zewnątrz!!! Najłatwiej jest "zamieść wszystko pod dywan". Wypracować idealny światopogląd i zakazać innym myśleć. W szkołach rodzić się będzie jeszcze większa nietolerancja. Zamiast uczyć się akceptowania innych ludzi wszystkich ujednolicą. Mamy tak samo wyglądać, tak samo się zachowywać i tak samo myśleć. Mamy się cofać zamiast iść do przodu i nie występować z szeregu. "Trzeba nauczyć nas pływać a nie zostawiać nam koła ratunkowe". Nie każdy ma taką samą receptę na życie. Nie każdy chce być takim człowiekiem jakim inni chcą żeby był.

