<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<?xml-stylesheet type="text/css" href="/rss.css" ?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>
<channel>
<title>Monitor Edukacji: Felietony</title>
<description>Serwis monitorujący wydarzenia w resorcie edukacji. Dział Felietony</description>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/</link>
<language>pl</language>
<item>
<title>List Feminoteki i Monitora do minister Hall</title>
<pubDate>27 Jun 2008 10:37:07 CST</pubDate>
<description><![CDATA[Równość praw kobiet i mężczyzn jest sprawą poważną, a prowadzenie polityki, która tę równość wspiera i promuje, jest jednym z zadań władz publicznych. Dlatego apelujemy do Pani o to, aby reformowana właśnie szkoła przestała być instytucją ślepą na kwestie płci i równości.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Pani Katarzyna Hall<br />
Minister Edukacji Narodowej<br />
Ministerstwo Edukacji Narodowej<br />
Al. Szucha 25<br />
00-918 Warszawa <br />
<br />
Szanowna Pani Minister, <br />
<br />
Polska w momencie akcesji unijnej zobowiązała się do włączania strategii gender mainstreaming (polityka równości płci) do wszystkich obszarów życia społecznego i politycznego. Celem tej polityki jest rzeczywiste wyrównanie sytuacji życiowej kobiet i mężczyzn. Jednym słowem, celem gender mainstreaming jest równość płci, rozumiana jako stan, w którym kobietom i mężczyznom „przypisuje się taką samą wartość społeczną, równe prawa i równe obowiązki oraz gdy mają oni równy dostęp do zasobów (środki finansowe, szanse rozwoju), z których mogliby korzystać”. Prawo wspólnotowe podkreśla wagę i znaczenie edukacji, jej powszechności i dostępności w celu osiągnięcia równości kobiet i mężczyzn we wszystkich obszarach życia.<br />
<br />
Tymczasem w raporcie UNDP „Polityka równości płci. Polska 2007” w rozdziale poświęconym edukacji, w tym analizie podręczników szkolnych, autorki podkreślają, że „szkoła [...] jest zamknięta na modernizację, na różnice, obojętna wobec edukacyjnych postulatów włączania tematu i zasad równości płci”, a także, że „Programy i podręczniki charakteryzują się stereotypizacją, tradycjonalizmem, „nieobecnością” kobiet oraz brakiem rzetelnych informacji o ruchach emancypacyjnych”. <br />
<br />
Prowadzona obecnie reforma programowa mogłaby stać się znakomitą okazją do poprawy tej sytuacji. Interesujące są z tego punktu widzenia podstawy programowe do Wiedzy o Społeczeństwie, w których z jednej strony daje się dostrzec kroki w kierunku włączenia  do podstawy zagadnień związanych z płcią, i w których jednocześnie widać brak umiejętności formułowania tych zagadnień i brak konsekwencji w ich włączaniu do programów. <br />
<br />
I tak na przykład w podstawie programowej do liceum, poziom rozszerzony, w punkcie 9. „Współczesne spory światopoglądowe” pojawia się temat aborcji, ale w dość nieszczęsnym zestawieniu z eutanazją: „[uczeń] Rozważa racje stron sporów o dopuszczalność aborcji oraz eutanazji.” W tym samym punkcie pojawia się także zagadnienie praw mniejszości seksualnych. W podstawie do liceum, poziom podstawowy, pojawia się zapis: „[Uczeń] Znajduje informacje na temat naruszeń praw człowieka w wybranej dziedzinie (np. prawa kobiet, wolność wyznania, głód i ubóstwo, prawa człowieka na terenach ogarniętych wojną, prawo do edukacji) i projektuje działania, które mogą temu zaradzić.” <br />
<br />
Cieszy nas, że takie zagadnienia zostały poruszone w podstawie do liceum, jednak wydaje nam się, że dobrze by było, gdyby znalazły się także w podstawach do gimnazjum czy dla poziomu rozszerzonego. <br />
<br />
W podstawie programowej do szkoły podstawowej zapisano punkt: „[uczeń] jest tolerancyjny wobec osób innej narodowości, tradycji kulturowej itp.; rozumie, że ludzie mają te same prawa, niezależnie od wyglądu, koloru skory itp.” Naszym zdaniem punkt ten jest zbyt ogólny, sugerujemy, by wymienić główne obszary dyskryminacji, takie jak płeć, niepełnosprawność, orientacja seksualna czy wiek.<br />
<br />
Równocześnie pragniemy zwrócić uwagę Pani Minister, na sposób, w jaki sformułowana jest podstawa programowa z historii. Niepokoi nas fakt, że w historii kobiety nie występują. W szkole podstawowej, zgodnie z podstawą, uczniowie i uczennice poznają zaledwie trzy kobiety: królową Jadwigę, Marię Curie-Skłodowską i Helenę Modrzejewską. W podstawie programowej do gimnazjum i w obu podstawach do liceum (poziom podstawowy i rozszerzony) nie pada ani jedno kobiece imię. <br />
<br />
Nigdzie ponadto nie udało nam się znaleźć zagadnień, związanych z różnymi modelami rodziny na przestrzeni dziejów, z rolą i położeniem kobiet w życiu społecznym i gospodarczym dawnych społeczeństw. Nigdzie też nie znalazła się choćby wzmianka o walce kobiet o równe prawa, o reformach prawa wyborczego, o roli kobiet w XIX wiecznym ruchu robotniczym czy o podejmowanych przez kobiety w Polsce działaniach w dziedzinie edukacji. <br />
<br />
Gdyby założyć, że nauczyciele i nauczycielki realizują dosłownie materiał, zawarty w podstawie, uczniowie i uczennice mieliby szansę nie dowiedzieć się, że położenie prawne i społeczne kobiet było kiedyś inne, niż współcześnie. Szczególnie uderzający jest tu punkt 21.1 w podstawie programowej do historii rozszerzonej (wersja projektu z 5 maja): „[uczeń:] Charakteryzuje i porównuje ideologie: konserwatyzmu, liberalizmu, nacjonalizmu, socjalizmu utopijnego, marksizmu i anarchizmu”. Brak wzmianki o ruchu kobiecym jest tutaj, jak nam się wydaje, czymś więcej niż zwykłym przeoczeniem: jest świadectwem tego, że w Polsce kwestii praw kobiet i równouprawnienia po prostu nie traktuje się poważnie. <br />
<br />
Szanowna Pani Minister, <br />
równość praw kobiet i mężczyzn jest sprawą poważną, a prowadzenie polityki, która tę równość wspiera i promuje, jest jednym z zadań władz publicznych. Dlatego apelujemy do Pani o to, aby reformowana właśnie szkoła przestała być instytucją ślepą na kwestie płci i równości.<br />
<br />
Joanna Piotrowska<br />
Prezeska Fundacji Feminoteka<br />
<br />
Anna Dzierzgowska<br />
Społeczny Monitor Edukacji<br/><br/>Anna Dzierzgowska<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/list-feminoteki-i-moniora-do-minister-hall.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Anna Dzierzgowska</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/list-feminoteki-i-moniora-do-minister-hall.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/list-feminoteki-i-moniora-do-minister-hall.html</guid>
</item>
<item>
<title>Dzień Przeciw Homofobii a poglądy Szanownej Dyrekcji</title>
<pubDate>19 May 2008 00:07:44 CST</pubDate>
<description><![CDATA[Zbliża się 17 maja - Światowy Dzień Przeciw Homofobii. Docierają do mnie 
z różnych stron głosy nauczycieli i uczniów, którzy chcieliby u siebie z tej okazji coś zorganizować, ale nawet nie próbują, „bo dyrekcja i tak się nie zgodzi.”  
]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Zbliża się 17 maja - Światowy Dzień Przeciw Homofobii. Docierają do mnie <br />
z różnych stron głosy nauczycieli i uczniów, którzy chcieliby u siebie z tej okazji coś zorganizować, ale nawet nie próbują, „bo dyrekcja i tak się nie zgodzi.”  <br />
<br />
W szkołach, jak Polska długa i szeroka, przez cały rok oprócz normalnych lekcji nauczyciele wraz z uczniami realizują różne programy i projekty, również te koncentrujące się na prawach człowieka – w niejednej szkole mamy gazetki, happeningi czy inne akcje informujące o łamaniu praw człowieka przez Chiny, o sytuacji w Darfurze, czy też dyskryminacji kobiet. Dzień Uchodźcy, Dzień Praw Człowieka i inne goszczą w wielu szkołach. Dyrekcja takim pomysłom sprzyja, nie wywołują żadnych kontrowersji. Wyjątek stanowią akcje dotyczące homofobii. Walka z antysemityzmem, przemocą, rasizmem – proszę bardzo – homofobia - co to, to nie. Argumenty i opinie podawane przez szkolne władze są podobne – nie ma potrzeby zajmowania się tym tematem, inne orientacje nie zasługują, aby o nich w ogóle wspominać, homofobia nie istnieje, a już na pewno nie w ich szkole. <br />
<br />
Szanowne dyrekcje szkół – macie prawo do swoich poglądów – jakie by one nie były. Macie prawo, ale PRYWATNIE. Tylko i wyłącznie. ZAWODOWO -  realizujecie przepisy, w tym i konstytucję i statut szkoły -  ileż tam pięknych słów o potrzebie wychowania w duchu wartości europejskich, tolerancji, szacunku, o  podnoszeniu jakości kształcenia, popieraniu aktywności uczniów. Dlaczego zainicjowana przez uczniów bądź nauczycieli akcja przeciw homofobii nie mieści się w tych ramach ? Szanowne dyrekcje szkół – geje i lesbijki są <br />
w Waszych szkołach i to już jest wystarczający powód, aby nie unikać tematu; zdarza się, że na wskutek homofobii doświadczają przemocy – czy Wasza wrażliwość ich nie dotyczy ? <br />
<br />
Chciałabym też przypomnieć, że Światowy Dzień Przeciw Homofobii jest powszechnie uznany i oficjalnie ustanowiony – my w Polsce też mamy prawo go oficjalnie obchodzić, także w szkołach. Nie potrafię pogodzić się z sytuacją, w której może to zależeć od widzimisię dyrekcji. <br />
<br />
I na koniec - bardzo się cieszę, że pracuję w normalnej i otwartej szkole i choć zdawałoby się – jesteśmy na prowincji, to wyraźnie czuję, że prowincji nie tworzy mapa, a tylko czyjaś niewiedza, strach i uprzedzenia. <br />
<br />
Marzanna Pogorzelska<br />
Szkolna Grupa Amnesty International<br />
I LO Kędzierzyn-Koźle<br />
<br/><br/>Marzanna Pogorzelska<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/dzien-przeciw-homofobii-a-poglady-szanownej-dyrekcji.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Marzanna Pogorzelska</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/dzien-przeciw-homofobii-a-poglady-szanownej-dyrekcji.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/dzien-przeciw-homofobii-a-poglady-szanownej-dyrekcji.html</guid>
</item>
<item>
<title>Polemika</title>
<pubDate>27 Apr 2008 20:28:43 CST</pubDate>
<description><![CDATA[„Ze smutkiem odnotowuję, że ciągle w oświacie funkcjonują ludzie wyznający pogląd, iż każdy kto otarł się o ministra Romana Giertycha będzie do końca życia trędowaty” – pisze Wojciech Starzyński, prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego, polemizując z tekstem Janiny Zawadowskiej „Ciąg dalszy problemów z CODN-em, czyli heca na cztery fajerki”. „Pan Starzyński zaczyna „od pieca” przypisując mi na wstępie kilka poglądów, których jako żywo nigdy nie głosiłam, ani nie trzymałam w skrytości ducha” – odpowiada Janina Zawadowska.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[„Ze smutkiem odnotowuję, że ciągle w oświacie funkcjonują ludzie wyznający pogląd, iż każdy kto otarł się o ministra Romana Giertycha będzie do końca życia trędowaty” – pisze Wojciech Starzyński, prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego, polemizując z tekstem Janiny Zawadowskiej „Ciąg dalszy problemów z CODN-em, czyli heca na cztery fajerki”. „Pan Starzyński zaczyna „od pieca” przypisując mi na wstępie kilka poglądów, których jako żywo nigdy nie głosiłam, ani nie trzymałam w skrytości ducha” – odpowiada Janina Zawadowska.<br />
<br />
W odpowiedzi Pani Janinie Zawadowskiej<br />
Staram się być na ogół elegancki w stosunku do Pań (choćby ze względu na rodzinną tradycję, konserwatywne poglądy oraz szacunek dla pamięci mojej mamy), ale czasami rzeczywiście trudno nie podzielić opinii feministek o równouprawnieniu płci i korzystając z tej ułomnej formuły nie rozprawić się z niektórymi sprawami po męsku. <br />
<br />
Od wielu lat znam Janinę Zawadowską, kilkakrotnie współpracowaliśmy na polu racjonalizacji prawa w zakresie oświaty niepublicznej, czasami spieraliśmy się (np. w sprawie miejsca i roli rodziców w polskim systemie edukacyjnym, ponieważ pani Zawadowska w przeciwieństwie do licznych światowych autorytetów oraz rozwiązań z demokratycznych krajów europejskich i opinii dwóch kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich prof. Andrzeja Zolla i dr. Janusza Kochanowskiego uważa, że największym złem w szkole nie są źle wykształceni i wychowani, i niestety na ogół źle wynagradzani nauczyciele, ale rodzice zabiegający o dobrą edukację dla swoich dzieci). Troskę o tych najsłabszych i niestety najmniej przydatnych do zawodu pedagogów Janina Zawadzka ujawnia w trosce o CODN, który według Niej popadł w szczególną zapaść po odwołaniu dyrektora Mirosława Sielatyckiego. Na dodatek głównym winowajcą tego stanu rzecz okazuje się być pan Witold Kołodziejczyk, człowiek, który do polskiej oświaty od lat w sposób nadzwyczaj profesjonalny wnosi najnowsze trendy i osiągnięcia światowej pedagogiki, nie zapominając przy tym o tradycji i doświadczeniach historycznych naszego narodu. Dowodem na to jest cała droga zawodowa pana Kołodziejczyka, rozpoczynająca się nauczaniem języka polskiego w człuchowskich szkołach, poprzez: zakładanie jednych z najlepszych szkół niepublicznych na Pomorzu (w Człuchowie i Słupsku), realizację szeregu bardzo ambitnych projektów edukacyjnych, liczne publikacje i wykształcenie setek nauczycieli i dyrektorów szkół, zawsze wyrażających się o Nim z nadzwyczajnym uznaniem.<br />
<br />
Obserwując pracę pana Kołodziejczyka na stanowisku wicedyrektora CODN mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że nie oglądając się na żadne konotacje polityczne, realizował konsekwentnie misję edukacyjną wpisującą się w najwspanialsze karty polskiej oświaty. Między innymi to dzięki Jego zaangażowaniu powstały w CODN trzy kursy internetowe uczące rodziców, dyrektorów szkół i nauczycieli współpracy i wzajemnego poszanowania. <br />
<br />
Uwzględniając powyższe i doceniając osobistą kulturę pana Kołodziejczyka, trudno nie oburzyć się na bezpodstawne zarzuty, w tym m.in. o niegrzecznym traktowaniu swoich współpracownic. Ze smutkiem odnotowuję, że ciągle w oświacie funkcjonują ludzie wyznający pogląd, iż każdy kto otarł się o ministra Romana Giertycha będzie do końca życia trędowaty. Szkoda tylko, że nie pamiętają, jakich to idoli mieli sami w swojej młodości i nie dostrzegają, że od czasów komunizmu coś się w Polsce zmieniło, a tzw. elity intelektualne z początków III Rzeczpospolitej związane z „jedyną słuszną opcją” już na szczęście schodzą ze sceny. Przyszłość należy do ludzi młodych, odważnych, myślących niekonwencjonalnie, do ludzi dla których pan Kołodziejczyk jest i będzie wzorem i autorytetem. To w nich rodzice, uczniowie i ambitni nauczyciele lokują swoje nadzieje i oczekiwania, nie godząc się na dyktat mądrości i zasad pani Zawadowskiej.<br />
Wojciech Starzyński<br />
<br />
W odpowiedzi Panu Wojciechowi Starzyńskiemu<br />
Z głębokim zdziwieniem przeczytałam tekst p. Wojciecha Starzyńskiego na stronach pisma Społecznego Towarzystwa Oświatowego (STO) poświęcony mojemu artykułowi „Ciąg dalszy problemów z CODN-em, czyli heca na cztery fajerki” umieszczonemu w „Gazecie Szkolnej” i na stronie Monitora Edukacji. <br />
<br />
Pan Starzyński zaczyna „od pieca” przypisując mi na wstępie kilka poglądów, których jako żywo nigdy nie głosiłam, ani nie trzymałam w skrytości ducha: stwierdzenie, że „p. Zawadowska w przeciwieństwie do licznych światowych autorytetów (?) oraz rozwiązań z demokratycznych krajów europejskich [ciekawe, który z tych krajów podziela opinie p. Starzyńskiego dotyczące nauczycieli –  patrz niżej; uwaga moja J.Z.] i opinii dwóch kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich prof. Andrzeja Zolla i dr Janusza Kochanowskiego (?) uważa, że największym złem w szkole nie są źle wykształceni i wychowani, i niestety na ogół źle wynagradzani nauczyciele, ale rodzice zabiegający o dobrą edukację dla swoich dzieci”.<br />
 <br />
To zadziwiające stwierdzenie opiera się zapewne na fragmencie mojej publikacji w raporcie pt.: „Edukacja - Trudne lata, maj 2006 – wrzesień 2007”, str.33, w którym napisałam, co następuje:<br />
<br />
„Obecnie w szkole mogą istnieć następujące przedstawicielstwa:<br />
rada pedagogiczna, rada rodziców, rada szkoły i samorząd uczniowski. Poza radą pedagogiczną, bez której nie można sobie wyobrazić funkcjonowania szkoły, pozostałe organy działają z różną aktywnością. Jest jednak wiele szkół, gdzie działają prężnie, a ich rola opiniodawcza jest nie do przecenienia.<br />
Zawarta w znowelizowanej w kwietniu 2007 Ustawie o Systemie Oświaty (art. 53 i 54) obligatoryjność tworzenia rad rodziców z pewnością odbije się na aktywności rad szkoły (w skład której oczywiście wchodzą także rodzice – uwaga moja J.Z.), co jest niedobrym symptomem dzielenia grup osób odpowiedzialnych za funkcjonowanie szkoły”. Koniec cytatu. Więcej o rodzicach nie pisałam. Raport jest dostępny na stronie Monitora, można to sprawdzić.<br />
<br />
Trzeba przyznać, że konstrukcja intelektualna, której użył pan Starzyński, aby na tej podstawie przypisać mi pogląd, „że największym złem w szkole... są rodzice zabiegający o dobrą edukację dla swoich dzieci”  jest doprawdy zadziwiająca! <br />
<br />
Także zapowiadaną w pierwszym akapicie artykułu Pana Prezesa elegancję wobec pań, przy tak napastliwym tonie wypowiedzi, której treść przeczy faktom, nie całkiem chyba udało się osiągnąć!<br />
<br />
Mogę też stwierdzić na podstawie wielokrotnego uczestnictwa w zebraniach poświęconych oświacie u Rzecznika Praw Obywatelskich, prof. Andrzeja Zolla, że nigdy z jego ust (ani innych zebranych) nie padło stwierdzenie „że największym złem w szkole.. są źle wykształceni i wychowani, i niestety na ogół źle wynagradzani nauczyciele”.  To śmiałe stwierdzenie chyba odzwierciedla osobiste poglądy autora tekstu, który zarządza kilkudziesięcioma szkołami STO w Polsce. <br />
<br />
Podobnie dalekie od rzeczywistości są dywagacje na temat osoby p. Witolda Kołodziejczyka. Po raz kolejny powtarzam, że nie oceniałam jego osiągnięć zawodowych, ciekawych odesłałam na stronę internetową CODN. Tam jest także zawieszona jego książka „Gra o szkołę”, której wersja drukowana rozdawana jest na różnych konferencjach. Dokonań p. Kołodziejczyka opisanych przez p. Starzyńskiego nie znam, więc z ich oceną nie polemizuję.<br />
Co do sposobu zarządzania CODN -em w ostatnich miesiącach – proponuję zapoznać się z opiniami jego pracowników, inne dywagacje na ten temat mają tyle wspólnego z rzeczywistością, co i akapit o rodzicach!  <br />
Janina Zawadowska<br />
<p><b>Zobacz też:</b><br/><a href="http://www.monitor.edu.pl//komentarze/ciag-dalszy-problemow-z-codn-em-czyli-heca-na-cztery-fajerki.html">Ciąg dalszy problemów z CODN-em, czyli heca na cztery fajerki</a><br/><br/><br/>A.D.<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/polemika.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>A.D.</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/polemika.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/polemika.html</guid>
</item>
<item>
<title>Od redakcji</title>
<pubDate>28 Feb 2008 16:52:03 CST</pubDate>
<description><![CDATA[Trudne lata się skończyły, a poważnej, wyważonej, a zarazem pogłębionej debaty edukacyjnej jak nie było, tak nie ma. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Oddajemy w Państwa ręce pierwszy numer kwartalnego biuletynu Społecznego Monitora Edukacji. W biuletynie – podsumowanie stu dni nowej minister edukacji, Katarzyny Hall: plusy, minusy, to, co nam się podoba i to, co budzi obawy, to, co cieszy i to, co rozczarowuje. A także – krytyczna analiza planów, dotyczących sposobu wydania w 2008 roku środków z EFS-u.<br />
<br />
Społeczny Monitor Edukacji od czerwca 2006 roku obserwuje i komentuje działania władz oświatowych. Narodził się z wielkiego protestu przeciwko nominacji Romana Giertycha na ministra edukacji, przetrwał (bez żalu) zniknięcie Giertycha i działa nadal, wychodząc z założenia, że nie ma władzy, której nie przydałaby się odrobina obywatelskiej kontroli. <br />
<br />
Sposób, w jaki o edukacji mówiono przez piętnaście miesięcy działań Romana Giertycha, dla poważnej debaty edukacyjnej był niszczący. Bo i o czym wtedy rozmawiano? O przemocy (rzekomej, przynajmniej w tym sensie, że wypowiadane na jej temat tezy nie były poparte żadnymi rzetelnymi danymi), mundurkach, „propagandzie homoseksualnej”, wychowaniu patriotycznym i szkodliwości Gombrowicza (z czego może tylko ten ostatni temat był jakkolwiek zbliżony do tego, o czym w edukacji debatować się powinno). Jeśli chodzi o doskonalenia nauczycieli, jednym z niewątpliwych osiągnięć IV RP było rozmontowanie CODN-u, niegdyś miejsca, w którym rodziły się znakomite, twórcze projekty edukacyjne. O czym natomiast nie dyskutowano? Nie było żadnej dyskusji o jakości nauczania – o tym, co chcielibyśmy rozumieć pod tym pojęciem i o tym, jak taką pożądaną jakość osiągnąć. Zabrakło jakiejkolwiek rozmowy o tym, jak skutecznie zrealizować jedno z najważniejszych zadań systemu edukacji: wyrównywanie szans. Zabrakło dyskusji o tym, jak zrealizować inny wielki cel oświaty: „pełny rozwój osobowości ludzkiej i ugruntowanie poszanowania praw człowieka i podstawowych wolności” (Powszechna Deklaracja Praw Człowieka). No i, co też warto zauważyć, zabrakło w całej tej tak zwanej debacie o edukacji głosu samych uczniów i uczennic – kiedy mówimy o oświacie, mówimy o nich (na ogół zresztą źle), ale nie do nich i nie z nimi. <br />
<br />
Trudne lata się skończyły, a poważnej, wyważonej, a zarazem pogłębionej debaty edukacyjnej jak nie było, tak nie ma. Kiedy otwieram dobrą angielską gazetę, znajduję interesujący, poparty rzetelnymi danymi, artykuł na temat jakiegoś aspektu brytyjskiego systemu edukacji. Marzeniem redakcji Monitora jest, aby czytelnicy i czytelniczki polskiej prasy mogli cieszyć się podobnymi tekstami. Nieskromnie pozwalam sobie mieć nadzieję, nasze działania Monitora (w tym także niniejszy biuletyn) choć w drobnej części przyczynią się do tego, że debata edukacyjna w Polsce zaistnieje i stanie się debatą o sprawach ważnych. <br />
<br />
Tekst pochodzi z pierwszego numeru Biuletynu Monitora Edukacji<p><b>Zobacz też:</b><br/><a href="http://www.monitor.edu.pl//komentarze/pierwsze-sto-dni-ministerstwa-edukacji-narodowej-ocena.html">Pierwsze sto dni Ministerstwa Edukacji Narodowej - ocena</a><br/><a href="http://www.monitor.edu.pl//analizy/analiza-dzialan-men-finansowanych-z-efs-w-2008-roku.html">Analiza działań MEN finansowanych z EFS w 2008 roku</a><br/><br/><br/>Anna Dzierzgowska<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/od-redakcji.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Anna Dzierzgowska</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/od-redakcji.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/od-redakcji.html</guid>
</item>
<item>
<title>Co ma Giertych do Churchilla</title>
<pubDate>07 Feb 2008 09:16:13 CST</pubDate>
<description><![CDATA[Ministra Giertycha nie ma od kilku dobrych miesięcy, kolor mundurków nieco przyblakł, ale nie wszystko, niestety, minęło bez śladu. Jestem nauczycielką, na co dzień obserwuję co pozostawił po sobie najwyższy z ministrów. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Ministra Giertycha nie ma od kilku dobrych miesięcy, kolor mundurków nieco przyblakł, ale nie wszystko, niestety, minęło bez śladu. Jestem nauczycielką, na co dzień obserwuję co pozostawił po sobie najwyższy z ministrów. <br />
<br />
Wraz z odejściem Giertycha na nowo rozgorzała dyskusja na temat zasadności wprowadzenia mundurków – niektóre szkoły je zostawiają, inne się zastanawiają, a w uczniach  kiełkuje przekonanie, że nawet za zdawałoby się tak prostą sprawą, jaką jest strój szkolny, stoi polityka. Przepychanki z listą lektur to kolejny przykład mieszania polityki do edukacji. Innym problemem jest amnestia maturalna – że było to działanie niewychowawcze, obniżające prestiż szkoły i matur, napisano już mnóstwo. A co to oznacza dla mnie, nauczycielki? Ano m.in. tyle, że motywacja uczniów do nauki spada, bo nawet jeśli nie zda, to może wyjdzie na to, że zda? <br />
<br />
Sprawa mi bardzo bliska – tolerancja i poszanowanie praw człowieka. Minister Giertych nie żałował dosadnego języka wypowiadając się np. o mniejszościach seksualnych. Efekt? Prowadząc „przed Giertychem” zajęcia dotyczące homofobii spotykałam się<br />
 z różnymi reakcjami uczniów – ale nie przypominam sobie, aby uczniowie kojarzyli homoseksualizm z pedofilią, tak jak to zdarza się od niedawna  – dla mnie to przykład, jak skrajna ignorancja i nieodpowiedzialność byłego ministra stworzyły nowy obszar niewiedzy <br />
i dyskryminacji.<br />
<br />
Nigdy w dziejach edukacji polskiej, w tak krótkim czasie tak niewielu nie zepsuło tak wiele – przychodzi mi do głowy myśląc o czasie Giertycha i jego wierzejsko-orzechowskiej ekipy.<br />
<br />
I jeszcze jedna, też niewesoła refleksja. Otóż bardzo się cieszę, że urzędnicy Ministerstwa Edukacji nie wieszają już na drzwiach swych gabinetów informacji kogo doń nie wpuszczają. Ufam, że polska edukacja jest na lepszej, bardziej cywilizowanej  drodze, niemniej ta jej część która dotyczy nauki szacunku, tolerancji i praw człowieka zostaje nietknięta. Martwi mnie brak projektów czy szkoleń dla nauczycieli w tym zakresie, co bezpośrednio przekłada się na niewiedzę i nietolerancję uczniów. Martwi mnie milczenie nowej Pani minister w tej kwestii, a przecież podróż w kierunku tolerancji jest długa<br />
 i wymaga wielu przygotowań.  <br />
<br />
A my nie mamy nawet Kompasu...<br />
<br />
Marzanna Pogorzelska, I LO Kędzierzyn-Koźle<br />
Opiekunka Szkolnej Grupy Amnesty International<br/><br/>Marzanna Pogorzelska<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/co-ma-giertych-do-churchilla.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Marzanna Pogorzelska</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/co-ma-giertych-do-churchilla.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/co-ma-giertych-do-churchilla.html</guid>
</item>
<item>
<title>Obniżenie wieku szkolnego – szanse i zagrożenia</title>
<pubDate>16 Nov 2007 18:04:06 CST</pubDate>
<description><![CDATA[O obniżeniu wieku obowiązku szkolnego do lat sześciu mówi się w Polsce od kilku lat. W większości krajów Europy dzieci rozpoczynają kształcenie w wieku sześciu, pięciu a nawet czterech lat, chociaż naturalnie, nauka najmłodszych nie jest traktowana jak „twardy” obowiązek i często bardziej przypomina wychowanie przedszkolne. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[O obniżeniu wieku obowiązku szkolnego do lat sześciu mówi się w Polsce od kilku lat. W większości krajów Europy dzieci rozpoczynają kształcenie w wieku sześciu, pięciu a nawet czterech lat, chociaż naturalnie, nauka najmłodszych nie jest traktowana jak „twardy” obowiązek i często bardziej przypomina wychowanie przedszkolne. Zapowiedź objęcia sześciolatków nauką szkolną znalazła się w programie Platformy Obywatelskiej „Polska zasługuje na cud gospodarczy”. Wprowadzenie w życie tego postulatu, na pewno korzystne, musi jednak być poprzedzone bardzo rzetelnym przygotowaniem. Na wstępie trzeba przewidzieć problemy, jakie mogą się pojawić. <br />
<br />
Założenia dotyczące procesu obniżania wieku szkolnego: <br />
1. Objęcie sześciolatków obowiązkiem szkolnym oznacza, że w klasie pierwszej szkoły podstawowej znajdą się równocześnie dzieci z dwóch roczników: siedmiolatki i sześciolatki. <br />
<br />
2. Obniżenie wieku szkolnego, można rozłożyć na dwa, trzy a nawet cztery lata. Załóżmy, że będzie to proces dwuletni. W takim przypadku w pierwszym roku wdrażania nowego obowiązku do klasy pierwszej pójdą siedmiolatki i starsza połowa sześciolatków (dzieci urodzone między styczniem a czerwcem). W następnym roku do szkoły pójdą siedmiolatki (czyli druga połowa sześciolatków z poprzedniego roku) i wszystkie sześciolatki. <br />
<br />
3. Takie dwa „mieszane” roczniki uczniów przejdą przez cały cykl kształcenia, a więc cała „operacja” związana z obniżeniem wieku szkolnego zakończy się w 2022 roku, gdy drugi mieszany rocznik zda maturę. <br />
<br />
4. Przykładowo, jeśli obniżenie wieku szkolnego nastąpiłoby we wrześniu 2009 roku, to do klasy pierwszej poszłyby dzieci urodzone w roku 2002 (siedmiolatki) oraz połowa rocznika 2003 (sześciolatki urodzone między styczniem a czerwcem). We wrześniu 2010 uczniów klas pierwszych stanowiłaby reszta siedmiolatków z rocznika 2003 (urodzonych między lipcem a grudniem) i wszystkie sześciolatki – rocznik 2004. Uczniowie z tych dwóch, mieszanych roczników maturę zdawać będą odpowiednio w roku 2021 i 2022. <br />
<br />
Problemy związane z obniżeniem wieku szkolnego: <br />
1. Liczebność mieszanych roczników. Łatwo policzyć, że w przypadku dwuletniego procesu obniżania wieku szkolnego w szkole pojawią się dwa roczniki po około 600 tysięcy uczniów (obecnie przeciętny rocznik to około 400.000 dzieci). Trzeba przewidzieć wszystkie problemy, jakie mogą się z tym wiązać (zagęszczenie szkół, zagęszczenie świetlic, zbyt liczne klasy). Przed podjęciem ostatecznej decyzji o obniżeniu wieku szkolnego muszą być wykonane szczegółowe analizy możliwości lokalowych poszczególnych szkół i gmin. Korzystne byłoby określenie standardów organizacyjnych, np. liczebności klas pierwszych nie przekraczającej 18 dzieci. <br />
<br />
2. Obniżenie wieku szkolnego musi zostać poprzedzone obowiązkową „zerówką” dla pięciolatków wprowadzoną co najmniej rok przed terminem przejścia sześciolatków do szkół. To roczne przygotowanie powinno się odbywać na terenie przedszkoli. <br />
<br />
3. Podstawa programowa musi zostać zmieniona i dostosowana do możliwości sześciolatków. <br />
<br />
4. Jeszcze ważniejsze są metody nauczania. Stale należy pamiętać, że w tej samej klasie znajdą się siedmio i sześciolatki. Program i sposób prowadzenia zajęć musi odpowiadać możliwości najmłodszych, ale równocześnie nie może znudzić dzieci starszych. To wymaga atrakcyjnych metod uczenia, w atmosferze zabawy i indywidualizacji wymagań. <br />
<br />
5. Warunki lokalowe wymagają przygotowania. Potrzebne będzie odpowiednie wyposażenie sal lekcyjnych, dostosowane meble, dostępne toalety. Dobrze byłoby zadbać o jasne kolory, ciepłe, miłe wnętrza, zabawki. <br />
<br />
6. Część sześciolatków zapewne będzie musiała korzystać ze świetlicy. A to oznacza, że szkoła musi mieć pomieszczenia, w których dzieci będą mogły, czekając na rodziców, odpocząć a nawet zdrzemnąć się. Muszą mieć również zapewniony dodatkowy posiłek. <br />
<br />
7. Szczególną troską nauczycieli będzie zapewnienie najmłodszym bezpieczeństwa. Trzeba chronić sześciolatki (i oczywiście starsze dzieci także) przed agresją i przemocą rówieśników. Nauczyciele będą musieli pilnować, aby dzieci były pod opieką szkoły aż do momentu odebrania ich przez rodziców. <br />
<br />
8. Konieczne jest dookreślenie kwalifikacji nauczycieli pracujących z sześciolatkami. Nie chodzi tu wyłącznie o kwalifikacje formalne, raczej o umiejętności i metody nauczania. Trzeba opracować program szkoleń, które powinny objąć wszystkich nauczycieli najmłodszych klas. Na pewno warto dopuścić obecne nauczycielki przedszkoli do kształcenia sześciolatków. <br />
<br />
9. Zmianie musi ulec zarówno rozporządzenie, jak i praktyka oceniania. W zasadzie sześciolatki nie muszą być podawane ocenie, nauczyciele muszą jednak umiejętnie obserwować postępy dziecka. <br />
<br />
10. Obniżenie wieku szkolnego, rozłożone na dwa, lub więcej lat nie powinno być wprowadzane jako „twardy” obowiązek dla każdego dziecka, które spełnia kryteria wiekowe. Ostateczna decyzja, czy dziecko pójdzie do szkoły jako sześcio- czy siedmiolatek powinna należeć do rodziców. Aby jednak rodzice mogli świadomie rozstrzygnąć ten dylemat muszą mieć fachowe wsparcie, otwarty dostęp do poradni psychologiczno – pedagogicznych i do diagnozy gotowości szkolnej dzieci. <br />
<br />
11. Poważnym problemem przy włączeniu sześciolatków do szkoły może być dowożenie dzieci. Trzeba przeprowadzić rozpoznanie we wszystkich gminach i zagwarantować środki, dzięki którym możliwa będzie dogodna forma dojazdu najmłodszych do szkoły.<br />
<br />
12. Zabranie przedszkolom sześciolatków może doprowadzić do likwidowania kolejnych placówek. Nie wolno do tego dopuścić. Aby utrzymać, a nawet poszerzyć sieć przedszkoli konieczne jest poszerzenie liczby trzy i czterolatków objętych wychowaniem przedszkolnym. To z kolei wymaga zmiany systemu finansowego i stworzenia możliwości całkowitego zwalniania z opłat rodziców bezrobotnych lub znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej (bo to ich dzieci są najczęściej pozbawione dostępu do przedszkoli z powodów finansowych). Warto też umożliwić przedszkolom przyjmowanie młodszych dzieci i tworzenie zespołów przedszkolno- żłobkowych. Wszystkie te działania mogą wymagać zmiany sposobu finansowania oświaty i włączenia kosztów prowadzenia edukacji najmłodszych do subwencji oświatowej. <br />
<br />
13. Obniżenie obowiązku wieku szkolnego wymaga zmian prawa, długich, rzetelnych przygotowań, szerokiej informacji kierowanej do całego społeczeństwa. Trzeba zaplanować system monitorowania nowych rozwiązań i wprowadzania ewentualnych korekt. <br />
<br />
14. Przy opracowaniu szczegółów programu działań związanych z obniżeniem wieku szkolnego trzeba skorzystać z doświadczeń organizacji pozarządowych, które zajmują się edukacją najmłodszych. <br />
<br />
15. Objęcie obowiązkiem szkolnym sześciolatków to bardzo kosztowy proces. Trzeba zaplanować środki na: <br />
- mniejsze klasy, co oznacza wyższą subwencję na każde dziecko;<br />
- obowiązkową zerówkę dla pięciolatków, której koszty powinny być pokryte z budżetu państwa;<br />
- dostosowanie budynków, wyposażenie, pomoce i zabawki;<br />
- utrzymanie świetlic, dodatkowe etaty, posiłek dla dzieci;<br />
- poszerzenie dostępu do poradni psychologiczno-pedagogicznych, zwiększenie liczby etatów pedagogów i psychologów w szkołach; <br />
- program szkoleń dla nauczycieli;<br />
- stworzenie dobrych warunków dowożenia najmłodszych dzieci;<br />
- wsparcie przedszkoli, opracowanie systemu umożliwiającego zwalnianie rodziców z opłat, finansowanie zespołów przedszkolno – żłobkowych; <br />
- kampanię informacyjną;<br />
- system monitoringu.  <br />
Opr. Irena Dzierzgowska <br />
<br />
<br />
<br />
<br/><br/>Irena Dzierzgowska<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/obnizenie-wieku-szkolnego-a-szanse-i-zagrozenia.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Irena Dzierzgowska</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/obnizenie-wieku-szkolnego-a-szanse-i-zagrozenia.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/obnizenie-wieku-szkolnego-a-szanse-i-zagrozenia.html</guid>
</item>
<item>
<title>Znikający Gombrowicz </title>
<pubDate>23 Sep 2007 19:16:31 CST</pubDate>
<description><![CDATA[Witold Gombrowicz wyraźnie nie ma szczęścia do władz oświatowych.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Witold Gombrowicz wyraźnie nie ma szczęścia do władz oświatowych. Albo świadomie skreślają go z lektur szkolnych, albo „wypada” z kanonu przez pomyłkę. <br />
<br />
Najpierw Roman Giertych nie chciał się zgodzić na obecność Gombrowicza w szkole. Podpisał więc (3 lipca) rozporządzenie w sprawie podstawy programowej kształcenia ogólnego, w którym nazwisko Gombrowicza się nie pojawiło. Zaprotestował minister kultury. Rada Ministrów 24 lipca uchyliła więc rozporządzenie Giertycha. <br />
13 sierpnia zmienił się minister edukacji. W projekcie rozporządzenia, który został ogłoszony na stronie MEN, a następnie podpisany przez Ryszarda Legutkę 23 sierpnia br. znalazł się zapis „Witold Gombrowicz – Ferdydurke". Wydawało się, że sprawa jest zakończona. <br />
<br />
Otóż nie. Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej zmieniające podstawę programową kształcenia ogólnego opublikowane zostało w Dzienniku Ustaw Nr 157, poz. 1100. Gombrowicza w nim nie ma! <br />
<br />
Po raz kolejny obrońcą Gombrowicza staje się Jarosław Kaczyński. Wydaje, opublikowane w Dzienniku Ustaw Nr 171, poz. 1211 „Obwieszczenie Prezesa Rady Ministrów z dnia 17 września 2007r. o sprostowaniu błędów”. W kanonie lektur, miejmy nadzieję, że już ostatecznie, powraca zapis „Witold Gombrowicz – Ferdydurke". <br />
<br />
W okresie lipiec – wrzesień w dziennikach ustaw ukazały się aż cztery różne publikacje związane z kanonem lektur. Wszystko przez Gombrowicza. Czyżby to zemsta pisarza na władzach oświatowych? <br />
<br/><br/>Irena Dzierzgowska<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/znikajacy-gombrowicz.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Irena Dzierzgowska</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/znikajacy-gombrowicz.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/znikajacy-gombrowicz.html</guid>
</item>
<item>
<title>Skandal w gąszczu ideologii</title>
<pubDate>28 May 2007 19:57:19 CST</pubDate>
<description><![CDATA[„Skuteczne wychowanie we współczesnej szkole” – taki był tytuł sesji zorganizowanej w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli we współpracy z Centrum Doskonalenia Nauczycieli „Formatio in Veritate et Caritate” w Lublinie.]]></description>
<content:encoded><![CDATA[„Skuteczne wychowanie we współczesnej szkole” – taki był tytuł sesji zorganizowanej w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli we współpracy z Centrum Doskonalenia Nauczycieli „Formatio in Veritate et Caritate” w Lublinie.<br />
<br />
W relacji z sesji na stronie internetowej CODN napisano: <br />
<br />
„Sesja była poświęcona idei wychowania dzieci i młodzieży w duchu patriotyzmu, wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich, oraz kształcenia moralnie dobrych postaw we współczesnej szkole tak bardzo obecnie dotkniętej zjawiskiem agresji i nihilizmu.” <br />
<br />
Nie była. Nie pokazywała też wartości chrześcijańskich i ogólnoludzkich ani też postaw moralnie dobrych. Jeśli coś pokazywała, to agresję i butę.    <br />
<br />
Prelegenci wygłosili na niej kilka tekstów. Mimo że rozdano je uprzednio uczestnikom w materiałach, były one głęboko niezrozumiałe – a jedyne, co było w nich oczywiste, to nienawiść prelegentów. Do czego? Ano do wszystkiego, co poza nimi i ich poglądami, a najbardziej do tego, co działo się w oświacie między rokiem 1989 a czasem dojścia do władzy jedynie słusznych poglądów, na drugim miejscu zaś – do systemu komunistycznego. Oczywiście, nienawiść w imię wiary w karność i posłuszeństwo jako najskuteczniejsze i jedyne metody wychowawcze – podawane w demagogicznym sosie rozważań o wykształceniu klasycznym.<br />
<br />
Podstawowe zarzuty  stawiane współczesnej szkole to:<br />
<br />
- mówienie o prawach ucznia i oddzielanie ich od obowiązków: mówienie o prawach ucznia jest równoznaczne z podżeganiem do wojny  z nauczycielami i innymi dorosłymi<br />
<br />
- przykładanie wagi do rozwoju umiejętności w imię fałszywych idei społeczeństwa wiedzy: w szkole uczniowie mają mieć kontakt z ideami dobra, prawdy i piękna, bo jeśli w szkole się z nimi nie zetkną, to nigdy się z nimi nie zetkną, jeśli w szkole nie przeczytają „Pana Tadeusza”, to nigdy go nie przeczytają, a współczesna szkoła – zdaniem prelegentów – w ogóle o tym nie pamięta<br />
<br />
- mamienie uczniów koncepcjami wielorakiej inteligencji, które niesłusznie mają potwierdzać fałszywą tezę o potencjale każdego ucznia i szansie, jaką na rozwój może mieć każde dziecko. <br />
<br />
Kilka cytatów:<br />
<br />
O szkole Summerhill: „Radykalizm metod stosowanych przez Neilla szokuje nawet dzisiaj po doświadczeniach antypedagogów lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. W podlondyńskiej szkole nie przywiązywano wagi do uczniowskich wulgaryzmów, wagarów, a ideę samorządu uczniowskiego doprowadzono do absurdu” (dając dzieciom możliwość zabrania głosu w sprawie palenia papierosów. A nierozdawanie środków antykoncepcyjnych i osobne sypialnie dla dziewcząt i chłopców było ustępstwem Neilla związanym z wymaganiami władz oświatowych). <br />
<br />
Kiedy mówi się o prawach dzieci, uczniów, jest to: „przedłużenie leninowskiej walki klas, w rozumieniu której funkcja i rola w społeczeństwie, jaką pełnią dzieci, jest – analogicznie jak w marksizmie - wytworem dziejowym czy kulturowym, a nie obiektywnym faktem.” <br />
<br />
I dalej:.<br />
<br />
„Nie ulega wątpliwości, że postulaty antypedagogiki oraz dokonania takich szkół, jak Summerhill promieniowały na systemy edukacyjne... ich odbicie widać nie tylko w metodyce szkolnej, ale również w prawodawstwie – patrz: koncepcja praw ucznia.”<br />
Dalej autor cytowanego tekstu przechodzi do krytyki teorii wielorakiej inteligencji Howarda Gardnera, przekonując, że uniemożliwi ona w konsekwencji ocenianie uczniów, zmusi nauczyciela do niedopuszczalnego – według tego tekstu – dostosowywania się do „indywidualnego stylu” uczenia się ucznia i pozostawia wrażenie, że „człowiek jest biologicznym cyborgiem bez duszy i wolnej woli, którego należy odpowiednio zaprogramować na osiągnięcie celu. W tym kontekście wiara, że nowy kierunek jest zwieńczeniem myśli pedagogicznej, poprzez ostateczne uwolnienie potencjału umysłu wydaje się nie tylko naiwna, ale i niebezpieczna.”<br />
<br />
„Traci na znaczeniu również klasyczny pogląd, jakoby podstawowe kształcenie opierało się na przekazaniu pierwotnych kodów cywilizacyjnych, poprzez preferowanie wiedzy humanistyczno-filologicznej. Teraz już poznanie obiektywnej prawdy, dobra i piękna przestaje być priorytetem edukacyjnym... Skoro bowiem każda kultura ma swoją prawdę, a na dodatek każdy uczeń ma własny styl uczenia, to wyróżnianie jednej kultury grozi oskarżeniem o fundamentalizm.” <br />
<br />
„W ramach współczesnych nurtów w edukacji pojawiają się nie tylko nowe kierunki, ale również tendencje, mody czy slogany pedagogiczne, powtarzane bezwiednie, które stają się ważnym elementem współczesnej debaty o edukacji. Takim chwytliwym sloganem jest np. domaganie się wdrażania uczniów do „krytycznego myślenia” oraz budowanie „społeczeństwa wiedzy””<br />
<br />
„Ten przyjmujący pozory neutralności „krytycyzm” wcześniej czy później ujawnia swoje prawdziwe oblicze, prowadząc do ideologizacji szkolnictwa. Niezwykle pouczające są pod tym względem raporty UNESCO z ostatnich lat. Pisze się w nich otwarcie, że edukacja obywatelska... ma spełniać określone cele skrywane pod hasłami wychowania do wielokulturowości, pluralizmu i globalizmu”<br />
<br />
Myślenie krytyczne jest utożsamiane z „radzeniem sobie w życiu”, co autor uznaje za przydatne, ale co – jego zdaniem - młodzi ludzie od wieków zdobywali, „rozwijając w sobie cnotę roztropności…. A dzięki cnocie rozsądku młody człowiek uczył się trafnego podejmowania decyzji.”<br />
<br />
A teraz tezy dotyczące społeczeństwa wiedzy: <br />
<br />
„W starożytności ludzie wolni zdobywali ogólne wykształcenie zgodnie z ideałem enkyklio paidea, ucząc się nauk i sztuk odpowiednich dla ich pochodzenia społecznego. Artes liberale uczyły umiejętności liczenia, pisania, przemawiania, logicznego wnioskowania, czyli rozwijały ogólne predyspozycje intelektualne człowieka. W przeciwieństwie do nich ludzie niższego stanu i niewolnicy przeważnie nabywali umiejętności w ramach artes serviles ( sztuk niewolniczych). W sztukach niewolniczych główne zadanie sprowadzało się do wykorzystania zwinności i siły do wytworzenia przedmiotów użytkowych, kosztem rozwoju intelektualnego”.<br />
<br />
„Współcześnie również akcentuje się wiedzę, o której raczej należy mówić, iż nie tyle jest wiedzą ogólną co zawodową. Na przykład jednym z zadań Strategii Lizbońskiej jest budowanie „gospodarki opartej na wiedzy”, Deklaracja Bolońska zakłada tworzenie „Europy wiedzy”. Stosunkowo często w dokumentach sygnowanych przez instytucje Unii Europejskiej można znaleźć też wezwanie do kreowania „społeczeństwa wiedzy”. Wiedza wydaje się być produktem marketingowym europejskiego systemu edukacji. W praktyce jednak nie chodzi tu o wiedzę, co raczej o znajomość danych mikro i makro ekonomicznych. W systemach oświatowych przełoży się to na nasycenie programów szkolnych przedmiotami, które umożliwią zdobywanie i interpretację „danych”  związanych z funkcjonowaniem rynku pracy.”<br />
<br />
„Europejski obywatel zredukowany do wymiaru ekonomiczno-informatycznego to doskonały materiał na robotnika – niewolnika dla wielkich koncernów, a także wymarzony pochłaniacz reklam i propagandy politycznej. Braki w ogólnym wykształceniu umożliwiają dowolną manipulację przyszłym konsumentem i wyborcą”. Tak niewykształconemu obywatelowi Europy przeciwstawiony jest dawniej kształcony człowiek z charakterem: „Człowiek z charakterem dojdzie wszędzie i zdobędzie wszystko. W klasycznej myśli pedagogicznej w pierwszej kolejności kształtowano sprawności ogólne, moralne i intelektualne, dążąc do formowania charakteru.”<br />
<br />
„Kolejnym znakiem podążania tym szlakiem jest swoiste zafiksowanie się na idei nauczania „zarządzania informacją”…. W rezultacie dołącza się do kompetencji kluczowych „umiejętność uczenia się przez całe życie” i dąży do przekształcenia szkoły w instytucję uczącą, jak się uczyć, a nie – jak do tej pory – przekazującą określone wiadomości i tradycje.”<br />
I to wszystko jest, zdaniem prelegenta, oczywistą konsekwencją myśli Lenina i Krupskiej, którzy „krytykowali tradycyjny ideał wykształcenia wychodząc z pobudek klasowych… A teraz słyszy się to często w ustach współczesnych polityków oświatowych, usprawiedliwiających potrzebę kształcenia niewolniczego.” <br />
<br />
Dawno nie widziałam tak kompromitującego, nieprofesjonalnego spotkania. Czytane z kartki lub mówione – to w zależności od formy i umiejętności krasomówczych prelegentów – teksty, pisane pseudonaukowym językiem, pełnym zawiłych wywodów niejasnych myśli, za to bardzo oczywistych intencjonalnie: pasja krytyki była w nich aż nadto widoczna. Do tego ani cienia nowoczesnych środków przekazu – poza mikrofonami, które nieustannie odmawiały posłuszeństwa, ale jak się okazało, dlatego, że panowie mówcy ich nie włączali…. <br />
<br />
Współpracuję z CODN od lat – bywałam na różnych sesjach, seminariach, konferencjach, szkoleniach. To, co miało miejsce we wtorek, to było cofnięcie się o kilkadziesiąt lat w rozwoju intelektualnym i cywilizacyjnym. Wielka szkoda, bo za czasów dyrektora Mirosława Sielatyckiego CODN jawił się jako najnowocześniejsza placówka edukacyjna, której działania były inspiracją do prawdziwego rozwoju systemu edukacji i każdego nauczyciela, chcącego z niezwykle bogatej i różnorodnej oferty szkoleniowej CODN skorzystać. We wtorek miałam wrażenie, że znalazłam się w jaskini – wcale nie filozofów, czego brak zarzucał szkołom jeden z mówców – a jaskini wstecznictwa podlanego pseudofilozoficznym bełkotem:<br />
<br />
- nie uwzględniono standardów cywilizowanego dialogu: odsądzano od czci i wiary osoby i poglądy osób – nie dając żadnej możliwości zaprezentowania poglądów odmiennych. Sesja miała charakter czysto ideologiczny; <br />
<br />
- nie padło ani jedno stwierdzenie, które byłoby precyzowaniem tematu skutecznego wychowania we współczesnej szkole… Ale to dobrze, z przerażeniem myślę o możliwości przełożenia tego ideologicznego bełkotu na praktykę szkolną. Nie mówiąc już o tym, że w ogóle o współczesnej  szkole nie było tam mowy – poza pełną negacją.<br />
<br />
Sesja, w której uczestniczyłam, nie miała nic wspólnego z prawdziwą, mądrą i profesjonalną debatą o współczesnej szkole, o wychowaniu, o skuteczności metod możliwych do zastosowania. Nie miała nic wspólnego z debatą o wartościach, o rozwoju, o mądrości. Była popisem głupoty i buty – przez instrumentalne traktowanie wartości , demagogię, kompromitujący poziom. <br />
<br />
Aż strach pomyśleć, że została zorganizowana przez CODN. <br />
<br />
Strach pomyśleć, co będzie dalej….<br />
<br />
<br />
<br />
Wszystkie cytaty pochodzą z materiałów rozdawanych na sesji oraz zamieszczonych na stronie internetowej CODN.<br />
<br/><br/>Anna Rękawek<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/skandal-w-gaszczu-ideologii.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Anna Rękawek</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/skandal-w-gaszczu-ideologii.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/skandal-w-gaszczu-ideologii.html</guid>
</item>
<item>
<title>Uczniowie zakładnikami polityków? List otwarty</title>
<pubDate>13 May 2007 14:38:09 CST</pubDate>
<description><![CDATA[Kiedy zdecydowałem napisać się ten tekst miałem już świadomość, że mój wniosek złożony przed miesiącem na ręce Rzecznika Praw Obywatelskich jest nieskuteczny. Wniosek dotyczył skierowania zmian w ustawie o systemie oświaty, w zakresie obowiązkowego, jednolitego stroju uczniów („mundurków”), pod obrady Trybunału Konstytucyjnego. ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[<br />
Kiedy zdecydowałem napisać się ten tekst miałem już świadomość, że mój wniosek złożony przed miesiącem na ręce Rzecznika Praw Obywatelskich jest nieskuteczny. Wniosek dotyczył skierowania zmian w ustawie o systemie oświaty, w zakresie obowiązkowego, jednolitego stroju uczniów („mundurków”), pod obrady Trybunału Konstytucyjnego. Wniosek starałem się argumentować jedynie prawnie, z trudem powstrzymując emocje, wskazując moje podejrzenia w zakresie sprzeczności proponowanej zmiany w ustawie z zapisami Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Według mnie taki sposób narzucania jednolitego stroju, narusza artykuły 47 i 48 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, które to gwarantują prawo do prywatności oraz prawo rodziców do wychowania swoich dzieci. Ostatnie z wymienionych praw tj. prawo rodziców do wychowania swoich dzieci powinno do tego uwzględniać stopień dojrzałości dziecka… Niestety, w całej procedurze stanowienia prawa, nikt młodych ludzi o zdanie nie pytał i pytać nie zamierza… Kolejne z zagrożonych według mnie praw - prawo do prywatności - nie jest z całą pewnością prawem bezwzględnym, nie podlegającym ograniczeniom. Jednak tutaj zastosowanie powinna mieć zasada proporcjonalności zawarta w art. 31 Konstytucji, która sprowadza się do tego, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.<br />
<br />
Uważam, że wprowadzenie ustawą obowiązku noszenia jednolitych strojów uczniowskich narusza tę zasadę. Do tego nie istnieje ŻADNA KONIECZNOŚĆ wprowadzania takich ograniczeń w korzystaniu z wolności, poza doraźnym politycznym interesem. <br />
<br />
Ponieważ powstało już całkiem sporo opracowań, barwnych, emocjonalnych (trudno, żeby nie), w tym i moje, dotyczących „mundurków”, poniżej skupię się raczej na merytorycznych problemach związanych z ujednolicaniem stroju w polskich szkołach. Przyjmuje taka konwencję także, dlatego, że naprawdę liczę, że wreszcie jakaś uprawniona do tego instytucja skieruje te słynne zapisy do Trybunału. Sam skargi konstytucyjnej skierować niestety nie mam prawa, przynajmniej na tym etapie.<br />
<br />
Jak doszło do tego? Przypomnijmy sobie. Już sam sposób wprowadzania zmian w ustawie o systemie oświaty budzi wątpliwości. Najpierw Posłowie, wierzę, że kierując się dobrą wolą i mądrością odrzucają nieszczęsną propozycję obligatoryjnego „umundurowania” uczniów. Wywołuje to konsternację i oburzenie wnioskodawców. Padają słowa, przywoływane przez media, że odrzucenie tej poprawki spowoduje „stały brak większości…” Szybko z mądrości robi się „klasyczna pomyłka” i na kolejnym etapie procesu legislacyjnego poprawka zostaje przyjęta… Jasno widać, że uczniowie zostali zakładnikami polityków, kartą przetargową. Czy po raz pierwszy? Na pewno nie ostatni. 23 kwietnia 2007 roku poprawki zostają podpisane przez Prezydenta… Kolejny „sukces”… Kolejna „kwestia smaku’…<br />
<br />
Na mocy zmian wprowadzonych w ustawie o systemie oświaty do dnia 1 września 2007 roku, w całym kraju, jak okiem sięgnąć, w szkołach podstawowych i gimnazjach rozpocznie się szukanie tych, którzy z takich czy innych powodów, nie założyli „jednolitego stroju”. Z całą pewnością spotkają ich za to nieprzyjemności. Jakie? Tego jak na razie nie wie nikt, ale z pewnością trzeba będzie określić je w statutach szkół. Czy będzie można takiego ucznia nie wpuścić do szkoły, na zajęcia? Z kolejną całą pewnością - nie! A przecież wystarczyło zobligować dyrekcje szkół do dbania o adekwatny ubiór uczniów i to nie poziomie ustawy, a zwyczajnego, bieżącego nadzoru…<br />
<br />
Konia z rzędem temu, kto zdefiniuje pojęcie „jednolitego stroju”. Albo jest to kompletny strój ucznia od butów po ewentualną czapkę lub jego część, element. W przypadku, kiedy dopuścimy możliwość definiowania „stroju” jako jego części (a nie wyobrażam sobie ortodoksyjnej definicji „totalnej” – koszty!!!), zawsze istnieje możliwość wybrania – przez nie-do-konca zgadzających się z pomysłami ustawodawców dyrektorów (a takich całkiem sporo) – najmniej kosztownej i uciążliwej wersji, np. skarpetki lub zegarek (przepraszam za ekstremalne przykłady) – sznurówki, już jakiś czas temu, skutecznie wprowadzono w jednej ze szkół. Jestem przekonany, że w tej drugiej, lżejszej wersji koniecznym będzie sprawdzenia stopnia „ustrojenia” ucznia, bo o stopniu „ujednolicenia” świadczyć będzie liczba uczniów karnie podporządkowanych zarządzeniu dyrektora szkoły. O ile z „ujednoliceniem” będzie sobie można radzić przy pomocy sankcji nakładanych na uczniów, o tyle z „ustrojeniem” znacznie gorzej… Skoro nie ma ścisłych norm jak w przypadku służb mundurowych, groteskowych sytuacji nie zabraknie. A ustawa w żadnym miejscu nie daje delegacji komukolwiek do opracowywania jakichkolwiek uszczegółowień! Po co więc na siłę tworzyć takie niechciane prawo? Bo chyba w to, że mundurki będą panaceum na kłopoty szkół z agresją uczniów niewielu wierzy? Czy ukrócą rewię mody? Śmiem wątpić! O ile nie zostanie wprowadzona wersja munduru „totalnego” istnieje cały wachlarz sposobów, aby mimo częściowego umundurowania „pokazy mody” kontynuować. Czy mniej lub bardziej siermiężny mundurek ukryje różnice w majętności uczniów? Z pewnością nie, tak jak i najdroższy i najbardziej elegancki garnitur nie zmieni pana X w James’a Bonda. A tak w ogóle, to próba ukrywania różnic majątkowych w szkole jest chybiona, poza tym, że niemożliwa – dzieci powinny funkcjonować w normalnych warunkach nie sztucznie stwarzanych, zafałszowujących rzeczywistość.<br />
<br />
Ale jeszcze powróćmy na sam początek… Dyrektorzy szkół w lekkiej panice i z pewnym niedowierzaniem zaczynają poważnie myśleć o najbliższej, „mundurkowej” przyszłości. Niektórzy już nawiązują kontakty z firmami odzieżowymi, które słusznie zresztą, wchodzą na rynek ze swoją ofertą, nie bacząc na definicję „jednolitego stroju”. Trochę to ryzykowne ale prymusów nigdy nie brakowało, a swoją drogą czasu niewiele. Jakie ta zmiana stawia zadania przed dyrektorem szkoły? Jak dla mnie – żadne poza egzekucją przepisu. Szkoły nie mają obowiązku ani prawnej możliwości zamawiania takich mundurków. Nie mają na nie pieniędzy! To nie z funduszy budżetu szkoły takie „stroje” mają być pokrywane, a z pieniędzy rodziców! Szkoła nie ma prawa ot tak po prostu zebrać pieniążki od rodziców i dokonać zamówienia – jako jednostka budżetowa porusza się w bardzo wąskich i ściśle określonych ramach prawnych! A jeśli już w desperacji zacznie koordynować taką akcję to, co zrobić z rodzicami, którzy nie wpłacą pieniążków? W zasadzie dyrektor szkoły powinien w widocznym miejscu wywiesić model, ustalonych w porozumieniu z radą rodziców, obowiązujących na terenie szkoły jednolitych strojów, a potem konsekwentnie je egzekwować, spełniając oczekiwania ustawodawców. Jeśli tego nie zrobi – złamie prawo, a organy nadzoru na pewno pilnie przypomną mu o jego obowiązkach. To nie jest sytuacja taka jak przed dziesiątkami lat, kiedy i wielu z nas ubrano w granatowe mundurki z białym kołnierzykiem. Wtedy w każdym sklepie, mundurków było w bród, a ich cena była symboliczna! Swoją drogą, ustroje totalitarne uwielbiają mundury… W „tamtych czasach”, ewidentnie totalitarnych było to zrozumiałe, a dzisiaj? Znamienne… Kiedyś ktoś ku przestrodze powiedział: wolności nie otrzymuje się na zawsze – więc jej brońmy! Tak drodzy Państwo – brońmy wolności przed każdym przejawem totalitarnego myślenia!<br />
<br />
Tak więc dyrektorzy – spokojnie. Ustawodawcy nie upoważnili Was, tak jak zrobili to w przypadku umożliwienia obrotu i to tyko używanymi podręcznikami, do jakichkolwiek ruchów w sprawie mundurków (ile to było zarzutów i podejrzeń o korupcję w przypadku ułatwiania zakupów podręczników przez szkoły!). Poza uzgodnieniem w porozumieniu z radą rodziców szczegółów dotyczących ich wyglądu i ewentualnej „amnestii mundurkowej” w konkretnym dniu lub dniach – jedynie ze względu na enigmatyczną „szczególną organizację zajęć dydaktyczno-wychowawczych” – o opiekuńczych się nie wspomina, a wydaje się, że to w takich sytuacjach „amnestia mundurkowa” byłaby najchętniej widziana. Dyrektorzy – śpijcie spokojnie. Ciężar problemu przejmują rodzice – myślę, że gdyby o tym wiedzieli, mieli pełną świadomość co się zbliża, wyniki sondaży w zakresie powszechnej sympatii do mundurków dramatycznie by się zmieniły już teraz, a nie dopiero za kilka miesięcy, co niechybnie nastąpi! <br />
<br />
Zastanawia mnie, dlaczego w tym pragnieniu umundurowania uczniów, „zlitowano” się nad licealistami? Czyżby w tych szkołach nie było problemów, które są podstawą umundurowania młodszych? A może słusznie uznano, że po prostu opór młodzieży byłby tak silny, że odpuszczono? Wszak ci najmłodsi nadal jako te ryby głosu nie mają. A jeśli nieliczni się wyłamią, ich głos będzie słabiutki. Pominięcie w procesie „umundurawiania” głosu uczniów, po raz kolejny pokazuje jak my dorośli (oni!) liczą się ze zdaniem dzieci. Kto by ich o to pytał! A przecież dyscyplina szkolna, a jednolity strój, to jej element musi być wprowadzania z poszanowaniem godności ucznia – do tego zobowiązuje nas nie tylko przyzwoitość, którą wielu z dorosłych ma w głębokim poważaniu a Konwencja o prawach dziecka! Ograniczanie wolności młodych ludzi w tak delikatnym dla nich obszarze jak ubranie, wygląd zewnętrzny, bez spytania ich o zdanie, bez możliwości udziału w tej przymusowej akcji, narusza ich godność bez wątpienia. A jak to ważny dla młodego człowieka obszar, niech prawodawcy spytają jakiegokolwiek psychologa lub pedagoga!<br />
<br />
Mundurki mają podnieść poziom bezpieczeństwa uczniów w szkole, z prostego powodu: łatwa identyfikacja obcych. Ale Szanowni Prawodawcy! To nie obcy są źródłem przemocy w szkole i agresji, ale uczniowie tej samej szkoły! To nie czas kiedy pod szkoły podjeżdżały „wypasione beemki” z ciemnymi szybami a z nich rozpełzali się dilerzy… teraz dilerka trwa pomiędzy uczniami szkoły! Kiedy ubierzemy wszystkich w te same „ciuszki” a jaki sposób Franek czy Zosia z pierwszej gimnazjalnej opisze swojego ewentualnego oprawcę ze starszej klasy? Jak szybko go zidentyfikować? Do tej pory wystarczyło powiedzieć: „to ten w czerwonej bluzie” lub coś w tym stylu. Teraz jak? A kamery słynnego monitoringu o i tak dużo pozostawiającej do życzenia jakości w jaki sposób utrwalą rozpoznawalny wizerunek ewentualnego sprawcy, skoro wszyscy będą do siebie w tych obiektywach podobni?! Pomyślcie proszę! Nawet jeśli za późno…<br />
<br />
A co z dziewczynkami, na które ambitni dyrektorzy wespół z rodzicami narzucą obowiązek noszenia spódniczek? Przecież tak wiele spośród nich nie chce z różnych powodów chodzić w takich ubraniach preferując spodnie. Czy także w imię prawa będą do tego zmuszane?<br />
<br />
Na koniec argument bardzo delikatny… Uczniowie szkół specjalnych. Nie tak dawno, z wielkim hukiem ale i troską usuwaliśmy w majestacie prawa wszelkie znaki mogące identyfikować ich jako uczniów szkół specjalnych. Z tablic, pieczęci znikały nazwy „specjalna”. A teraz? Z wielką ochotą, ukrywając na pieczątce drobny napis „specjalna”,  wbijemy ich w charakterystyczny mundur, stygmatyzując bezlitośnie, narażając na szykany ze strony głownie rówieśników. Nawet jeśli nie napiszemy im na plecach: „jestem upośledzony”, młodzież doskonale zidentyfikuje w jakich mundurkach chodzą uczniowie ze szkoły specjalnej. Ktoś powie, że to przecież tylko na terenie szkoły będzie obowiązek chodzenia w mundurkach, ale przecież zostawianie rzeczy osobistych w szkole, nie tylko ze względu na warunki, nie jest powszechnością w naszym kraju. Ponadto skoro już jesteśmy przy uczniach szkół specjalnych… Wielu z nich pochodzi ze środowisk niewydolnych wychowawczo, gdzie zasady higieny już nawet nie stoją pod znakiem zapytania. Utrzymanie w czystości takiego jednego egzemplarza mundurka będzie nie lada problemem (tym bardziej, że podejrzewam, ze względów praktycznych – bieda - będzie on także stanowił element ubiory codziennego, „prywatnego”). A uczniowie poruszający się na wózkach, upośledzeni głęboko, z różnych powodów nie będący w stanie kontrolować czynności fizjologicznych, odruchów, mający problemy ze sprawnym spożywaniem pokarmów itp.? Co z nimi!? Ustawa dopuszcza możliwość „amnestii” tylko w konkretne dni z powodów szczególnej organizacji zajęć. Nie bierze pod uwagę w ogóle potrzeb i możliwości dzieci! To skandaliczne!<br />
<br />
I tylko uwzględniając powyższe, a powody można mnożyć (tych oczywistych o zabijaniu indywidualności dzieci, o wpływie monotonnej kolorystyki na psychikę młodych ludzi nawet nie przytoczę), jestem przeciwny odgórnemu wprowadzaniu mundurków do szkół. Na pewno nie podniesie to prestiżu szkoły jak i nie wzmocni to identyfikacji uczniów ze swoją szkołą! Obawiam się, że wprost przeciwnie. No chyba, że paradoksalnie, wspólny opór przed realizacją takiej koncepcji zintegruje środowisko szkolne. To możliwe! <br />
<br />
Nie ma co liczyć na szybką zmianę ustawy o systemie oświaty w tym zakresie. Wydane na jej podstawie rozporządzenia nie poprawią błędów ustawy, bo ta nie zawiera delegacji w tym obszarze (o ile ktokolwiek miałby zamiar jakiekolwiek błędy korygować!). Pozostaje jedynie Trybunał Konstytucyjny… Jak na razie moje starania aby Instytucje upoważnione do tego zaskarżyły te przepisy ustawy o systemie oświaty, są nieskuteczne. To przykre. Teraz pozostaje prosić Posłów… Drodzy Państwo! Czy znajdzie się pośród Was 50-ciu, którzy podejmą tę próbę? 50-ciu potrzeba aby wnieść skargę do Trybunału Konstytucyjnego. To już chyba jedyna droga. Proszę Was o to we własnym imieniu. Może uda się jeszcze uniknąć tych wszystkich, sygnalizowanych przez mnie problemów. A szkoły, po prostu, powinny zacząć wymagać ubiorów adekwatnych a nie „jednolitych”. Gdyby ktoś z Państwa Posłów się zdecydował, z całą odpowiedzialnością, przepraszając za nieskromność i naiwność, podaję swój adres mailowy: macieko@over.pl<br />
<br />
Maciej Osuch jest Społecznym Recznikiem Praw Ucznia<p><b>Zobacz też:</b><br/><a href="http://maciekosuch.com/index.php">Strona Macieja Osucha, Społecznego Recznika Praw Ucznia</a><br/><br/><br/>Maciej Osuch<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/uczniowie-zakladnikami-politykow-list-otwarty.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Maciej Osuch</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/uczniowie-zakladnikami-politykow-list-otwarty.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/uczniowie-zakladnikami-politykow-list-otwarty.html</guid>
</item>
<item>
<title>Drugi zawód? </title>
<pubDate>29 Apr 2007 20:47:16 CST</pubDate>
<description><![CDATA[Jest wiele liceów w Warszawie, ale każdy wie, że na Pradze najlepszy jest Władysław IV. Jak to się stało, że w gronie nauczycieli tej szkoły, znanej z tego, że zatrudnia wielu pedagogów wybitnych, znalazł się człowiek, który zapragnął dorabiać po godzinach jako gangster? ]]></description>
<content:encoded><![CDATA[Jest wiele liceów w Warszawie, ale każdy wie, że na Pradze najlepszy jest Władysław IV. W roku 2006 na siódmym miejscu w rankingu Perspektyw, w 2007 – na szóstym. Przoduje w olimpiadach przedmiotowych, jak większość Szkół Twórczych. Mimo, że to szkoła publiczna, wprowadziła mundurki nie czekając na rozkaz ministra Giertycha. <br />
<br />
Przerwa w tym Liceum wygląda pewnie podobnie jak w innych: nauczyciele piją kawę, uzupełniają dzienniki, myślą o dodatkowych zajęciach popołudniowych, jako że z jednej pensji, nie mając bogatego współmałżonka, trudno utrzymać rodzinę.<br />
<br />
Nauczyciele języków obcych łatwo znajdują prywatne lekcje, inni nieco trudniej, zawsze jednak jest o czym pogadać. <br />
<br />
O czym przy takich rozmowach myślał nauczyciel WF, Marek S.?<br />
<br />
Jak to się stało, że w gronie nauczycieli tej szkoły, znanej z tego, że zatrudnia wielu pedagogów wybitnych, znalazł się człowiek, który zapragnął dorabiać „po godzinach” jako gangster? Bo taką wiadomość podały gazety w dniu 24 kwietnia 2007: „Gang nauczycieli rozbity” (Życie Warszawy.), „Kryptonim Nauczyciele” (Gazeta Wyborcza.).<br />
Co więcej, nauczyciel ten zdołał znaleźć wspólnika w innym nauczycielu  z gimnazjum na Bielanach, zwerbował także doradcę bankowego, właściciela salonu fryzjerskiego, a także namówił do uczestnictwa w napadach dwóch absolwentów swojego liceum, studentów prawa (!!!)<br />
<br />
Policja ustaliła, że mają oni na koncie napady na kantory, wymuszenia haraczy, napad na konwój pieniędzy na Dworcu Wschodnim (przy tej okazji ranili w brzuch sokistę). <br />
<br />
Napady organizowali nie tylko w Warszawie, ich łupem padł także kantor w Szklarskiej Porębie, gdzie nauczyciel Marek S. przebywał z młodzieżą swojego liceum na obozie zimowym. Sprawozdanie z tej „bardzo udanej imprezy” można jeszcze dziś przeczytać na stronie internetowej VIII LO.<br />
<br />
Zdziwienie, szok, konsternacja?<br />
<br />
Co skłoniło nauczyciela prestiżowej szkoły do wybrania takiego sposobu na życie? Lewacka ideologia („zjadaj bogatych”), pozostałości z mentalności komunistycznej („grab zagrabione”)? Czy może chęć zdobycia pieniędzy za wszelką cenę?<br />
<br />
Kiedy prasa atakowała Samoobronę w sprawie „Praca za seks” wyjątkowo niesmaczne wydawały się uwagi posłanki Beger, że Aneta S. sprzedawała się „tak tanio”, bo miała otrzymać 1200 zł pensji. Posłanka zapewne nie rozumiała, że dla wielu ludzi, którzy ją wybrali, taka płaca to zapewnienie bytu na oczekiwanym przez nich poziomie. <br />
Nie chcę powtarzać tego rodzaju uwag, a jednak trudno nie ulec wrażeniu, że kradzież 150 tys. zł. przez sześcioosobowy gang ludzi o takich kwalifikacjach działający przez 6 lat (co daje ok. 4 tys. rocznie na osobę w ciągu roku) jest czymś kuriozalnym. Nawet, jeśli „szef” wziął z tego połowę (12 tys. rocznie), to takie zarobki dla młodego (36 lat) wysportowanego (wuefista!) człowieka nie wydają się nie do osiągnięcia na wiele legalnych sposobów.<br />
<br />
Przykro mi ogromnie, że ta afera kładzie cień na działalności znakomitego Liceum i stawia w okropnej sytuacji dyrekcję (która przecież takiej rzeczy nie mogła przewidzieć).<br />
<br />
Nasuwa się jednak kilka wniosków: <br />
- Ponosimy wysokie koszta tego, że nikt nie sprawdza predyspozycji psychicznych kandydatów na nauczycieli, ani w momencie przyjęcia na studia, ani w czasie (jakże krótkich w naszym kraju!) praktyk studenckich.<br />
- W naszym najbardziej religijnym w Europie państwie poziom moralny jest wyjątkowo niski.<br />
- Znikło z naszego życia hasło „noblesse oblige”, znikło poczucie honoru, pewność, że w „pewnych sferach” takie rzeczy są nie do pomyślenia. <br />
<br />
No i na końcu warto jeszcze jedno podkreślić: mundurki nic tu nie pomogły, Panie Ministrze… Nie zawsze zło pochodzi od „wychowanych w nadmiernym liberalizmie” uczniów…<br />
<br/><br/>Janina Zawadowska<br/><br/><img src='http://www.monitor.edu.pl/chat_small.png'/><a href='http://www.monitor.edu.pl/felietony/drugi-zawod.html?form=1#form'>Co sądzisz na ten temat? Czekamy na Twój komentarz.</a>]]></content:encoded>
<dc:creator>Janina Zawadowska</dc:creator>
<link>http://www.monitor.edu.pl/felietony/drugi-zawod.html</link>
<guid>http://www.monitor.edu.pl/felietony/drugi-zawod.html</guid>
</item>
</channel>
</rss>
