pisałam do Państwa jakiś czas temu, pragnąc wyrazić moje osobiste poparcie dla inicjatywy trójki Waszych uczniów, dotyczącej obecności krzyży w szkole, a także - żeby dać wyraz nadziejom, związanym z planowaną w Waszej szkole debatą. Napisałam wówczas: "w polskiej przestrzeni publicznej [...] zbyt często głos Kościoła (albo, co gorsza, obawa przed tym głosem) zamyka możliwość swobodnych debat. W Waszej szkole taka debata właśnie się zaczyna. Z ogromnym zainteresowaniem śledzę prasowe informacje na ten temat i trzymam kciuki. Będzie to fantastyczny sprawdzian demokracji, zasady poszanowania mniejszości i sztuki dialogu. [...] Niezależnie jednak od tego, kto w tej debacie okaże się większością (i kto okaże się silniejszy, bo to wbrew pozorom nie musi być równoznaczne), ufam, że sama debata stanie się okazją do tego, aby wszystkie możliwe głosy w tej sprawie mogły wybrzmieć i mogły zostać usłyszane i wysłuchane."
Uprzejma odpowiedź, jaką od Państwa wówczas otrzymałam, sprawiła, że moje nadzieje i oczekiwania, związane z debatą, która miała się odbyć w Państwa szkole, jeszcze wzrosły.
Niestety, relacje prasowe, jakie przeczytałam, są jednoznaczne – jeśli debata miała być sprawdzianem demokracji i sztuki dialogu, to obawiam się, że ten sprawdzian nie został zdany. Debata, jak wynika ze sprawozdań, zamieniła się w show, zdominowany przez księdza katechetę. Zakończyła ją oburzająca scena, w której ksiądz wręczył trójce protestujących przeciw obecności krzyża zabawki - plastikowe pistolety i pluszaka. Nikt i nic nie przekona mnie, że ten gest był "zabawny", czy też że miał służyć rozładowaniu sytuacji. Przeciwnie: był to wyraz pogardy dla protestującej trójki.
W relacjach z debaty jeszcze jedna kwestia wzbudziła mój szczególny niepokój i sprawiła, że zdecydowałam się ponownie się do Państwa zwrócić. Jak pisze na stronach Krytyki Politycznej dr Paweł Rudnicki, nikt z nauczycieli i nauczycielek nie usiadł podczas debaty po stronie protestujących. Pozostałych uczniów i uczennice ustawiono w dwuznacznej roli widowni, obserwującej, jak - mówiąc słowami dr Rudnickiego - dokonuje się publicznej "symbolicznej egzekucji" protestującej mniejszości. Dr Rudnicki napisał: "Młodzi ludzie, którzy kilka razy zostali nazwani intelektualną elitą (wszak uczą się w jednej z najlepszych polskich szkół), nawet nie próbowali zrozumieć motywów działania trójki swoich kolegów. Odegrali rolę gawiedzi na jarmarku, którą wykorzystał do swoich celów wodzirej-katecheta. Śmiali się, kiedy infantylizował ich rówieśników, kiedy drwił z ich działań i kiedy upupiał ich prezentami na koniec debaty. Nie potrafili stanąć w obronie mniejszości w swoim środowisku. Jak zareagują w przyszłości jako obywatele decydujący o swoim społeczeństwie i kraju?"
Dręczy mnie to samo pytanie. Z przeczytanych przeze mnie relacji wynika, że debata, która miała być lekcją demokratycznego dialogu, dla większości stała się lekcją konformizmu. Szkoła, odmawiając wsparcia (wsparcia, nie poparcia - nie mam na myśli poparcia, jakie wynika ze zgody z czyjąś argumentacją. Tego nikt nie ma prawa od Was wymagać. Mam na myśli oparcie, jakie opiekunowie winni są tym, za których są odpowiedzialni), dała jasny sygnał pozostałym uczniom i uczennicom, czego się od nich oczekuje. Zgadzam się z dr Rudnickim, że był to bardzo zły sygnał.
Wiele się mówi o tym, że jeśli chodzi o WOS, polscy uczniowie i uczennice mają nieraz znakomitą wiedzę teoretyczną, której jednak nie potrafią przekładać na praktykę. Trójka Państwa uczniów wykazała się jednym i drugim (świetny wywiad z nimi we wrocławskiej Gazecie Wyborczej, świadczy, że zasady demokracji i praw mniejszości rozumieją znakomicie, także na poziomie teoretycznym). Jesteście renomowaną szkołą, więc ich koleżanki i koledzy wiedzę zapewne mają równie dobrą - pytanie, czy będzie im się jeszcze chciało ją na cokolwiek przekładać.
Pozwalam sobie pisać do Państwa, ponieważ zdaje mi się jeszcze nie jest za późno, żeby zmienić sens lekcji, jaką stanowią wydarzenia w Waszej szkole. Księdzu katechecie można (w ramach nadzoru pedagogicznego w zakresie metodyki nauczania, który na mocy art. 11 rozporządzenia Ministra Edukacji w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii sprawuje m.in. dyrektor szkoły) zaproponować opiekę ze strony bardziej doświadczonych pedagożek i pedagogów, którzy potrafiliby mu wytłumaczyć, dlaczego niedobrze jest upokarzać uczniów i uczennice. A nieudaną debatę można (i moim zdaniem, warto) powtórzyć. Wyjaśnienie uczniom i uczennicom, czemu poprzednia była nieudana, poważna refleksja nad jej przebiegiem i przyczynami klęski, a także przeprowadzenie ponownej w taki sposób, aby obie strony miały możliwość wypowiedzenia się i bycia wysłuchanymi - te możliwości wciąż są otwarte. Nie tyle ze względu na trójkę protestujących, ile przez wzgląd na pozostałych uczniów i uczennice Państwa szkoły sądzę, że warto z nich skorzystać.
Łączę wyrazy poważania i życzę wszystkiego najlepszego w nowym roku
Anna Dzierzgowska
PS w odróżnieniu od mojego poprzedniego maila, ten pomyślany jest jako list otwarty - po wysłaniu umieszczę go na stronach Społecznego Monitora Edukacji. Rzecz jasna, zamieszczę tam również Państwa odpowiedź.
Zobacz też:
Fiasko debaty we wrocławskim liceum
Krytyka Polityczna: Wrocław: Relacja z debaty o krzyżach w szkole
Gazeta Wyborcza Wrocław: rozmowa z trójką licealistów
Feminotaka: Rozmaryny, pluszaki i okupanci - komentarz Anny Dzierzgowskiej
Wybrane komentarze czytelników
jestem zawiedziona
Również jestem zawiedziona konsekwencjami, jakie ponieśli odważni i mądrzy uczniowie. Niezależnie od tego czy zgadzam się z ich opinią uważam, ze szkoła nie udzieliła im odpowiedniego wsparcia, by mogli swoje poglądy wyrażać i o nich dyskutować. To co się stało było linczem niezależności i odwagi. Z pełnym przyzwoleniem szkoły katecheta napiętnował uczniów przy milczącej zgodzie reszty sali. Dlaczego mu na to pozwolono? Bo jest starszy? Bo ma za sobą potężną i długowieczną instytucję?
Podziwiam odwagę tych młodych ludzi i mam nadzieję, że czują wsparcie wielu osób. Chcieli bowiem otwarcie mówić o swoich zgodnych z prawem poglądach i niezgodnie z prawem ich inicjatywę zgaszono.
Czarno widzę
A kto ma ks. katechecie wytłumaczyć niestosowność jego postępowania? Ta dyrekcja, która nie potrafiła zorganizować debaty? A może pozostali nauczyciele, którzy nie pojawili się na debacie, bo bali się tego właśnie katechety? Czarno to wszystko widzę.
Co do katechety...
Niestety w polskich szkołach, katecheci będący duchownymi, nie przejmują się Dyrekcją - podlegają miejscowemu Biskupowi - w większości przypadków mają w nosie zarówno szkołę jak i np. odpowiedzialność - nie biorą udziału w Radach Pedagogicznych lub po prostu kompletnie nie zwracają uwagi na obowiązki i konsekwencje, przed którymi stoją codziennie "normalni" pracownicy szkoły. Ktoś tu pewnie zaraz zaprotestuje i zacytuje odpowiedni paragraf - jasne - na papierze to może i to tak POWINNO wyglądać, ale ja piszę JAK JEST w praktyce. W momencie, gdy trafi się bardziej ludzki duchowny-katecheta, w następnym semestrze już go nie ma...
Smutne i przedziwne zarazem
Od lat w czasie szkolnych rekolekcji organizuję potajemne lekcje dla uczniów, którzy nie chcą uczestniczyć w przymusowej mszy świętej na sali gimnastycznej. Motywacja do nauki u uczniów znacząco wtedy rośnie.
Dziwię się bardzo, że katecheta i - szerzej - cały kościół - nie rozumieją, jak zły wpływ wywarli na wizerunek swojej własnej instytucji, jak wielkie piętno wywarli na tym, jak w przyszłości pogłębiać się będzie laicyzacja społeczeństwa. Nie rozumieją tego, że to oni to właśnie powodują?
Podziwiam tych odważnych uczniów i uważam, że sposób, w jaki ich poniżono tym upupianiem, powinien ich tylko utwierdzić w przekonaniu, iż słusznie zaangażowali się w tę sprawę. Miejmy nadzieję, że ich dzieci doczekają się dzięki takim inicjatywom normalnej polskiej szkoły, w której ani indoktrynacja komunistyczna, ani katolicka nie będą miały miejsca.
