<< WsteczSpis TreściDalej >>

Irena Dzierzgowska, Zofia Kuklińska, Anna Rękawek, Katarzyna Zakroczymska

Rozdział 10. Stosunki z otoczeniem

Katarzyna Zakroczymska

1. Polityka Ministra Edukacji Romana Giertycha wobec organizacji międzynarodowych.

Można stwierdzić, że założenia przedstawione przez Romana Giertycha na początku jego urzędowania od razu stały w sprzeczności z europejskim paradygmatem edukacyjnym, zawierającym w sobie poszanowanie praw człowieka i powszechne dążenie do spójności społecznej oraz wyrównywanie szans edukacyjnych dzieci i młodzieży.

Otwarty konflikt polityki edukacyjnej Romana Giertycha z polityką edukacyjną Rady Europy rozpoczął się od odwołania z funkcji Dyrektora CODN, Mirosława Sielatyckiego. Bezpośrednim powodem tej decyzji było wydanie przez CODN poradnika Rady Europy „Kompas. Edukacja o prawach człowieka w pracy z młodzieżą”. Warto zwrócić tutaj uwagę nie tyle na samą istotę sprawy, poruszenie problemu homoseksualistów w Polsce w jednym ze scenariuszy lekcji, gdyż problem ten już został opisany w niniejszej publikacji, ile na sam fakt otwartego sprzeciwu wobec oficjalnego dokumentu międzynarodowej organizacji, do której Polska należy.

Najwyraźniej sprawa ta była spektakularna na scenie europejskiej, gdyż bardzo szybko zareagował Sekretarz Generalny Rady Europy Terry Davis, wypowiadając się w dniu 13 czerwca 2006 roku, w pięć dni po odwołaniu Mirosława Sielatyckiego:

„Poprosiłem polski rząd o wyjaśnienie okoliczności, w których Pan Mirosław Sielatycki, dyrektor Centralnego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli, został odwołany.

Przedstawiłem swoje stanowisko stwierdzające, że rząd polski ma swobodę decyzji co do korzystania z materiałów Rady Europy dotyczących nauczania praw człowieka, jednakże, o ile wybór materiałów jest dowolny, o tyle wartości i zasady w nich zawarte nie mają takiego charakteru”.

W swoim artykule z dnia 2 października 2006 roku Terry Davis powraca do tej sprawy, wyjaśniając jednocześnie międzynarodowy kontekst tłumaczenia poradnika „Kompas”:

„Edukacja stanowi klucz do rozwiązania tego problemu i Rada Europy stworzyła najróżniejsze instrumenty i programy, które mają pomóc państwom członkowskim w nauczaniu wartości do których obrony i rozwijania została powołana nasza Organizacja. Jednym z takich instrumentów jest „Kompas", poradnik w zakresie nauczania praw człowieka, opracowany przez Dyrekcję do spraw Młodzieży i Sportu Rady Europy z okazji pięćdziesiątej rocznicy powstania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Od momentu pierwszego wydania, „Kompas" został przetłumaczony na siedemnaście języków, od hiszpańskiego po arabski.

Polska wersja poradnika została wydana w maju 2005 roku z okazji Szczytu Rady Europy, który odbył się w Warszawie i byliśmy z tego wszyscy bardzo dumni. W rok później, nowo mianowany minister edukacji zdymisjonował dyrektora instytucji rządowej, która wydanie podręcznika finansowała i zajęła się jego rozpowszechnieniem, a to z kolei wprawiło nas w wielkie zdumienie. Jak nas poinformowano, Minister miał zastrzeżenia do rozdziału poradnika traktującego o homoseksualizmie i homofobii.

Było rzeczą naturalną, że zwróciłem się do władz polskich z prośbą o wyjaśnienie tej decyzji, która - ujmując to łagodnie - wydała się niezwykłą w świetle członkostwa Polski w Radzie Europy i zobowiązania do przestrzegania wartości reprezentowanych przez Radę. Wartości te nie są "stołem szwedzkim", z którego rządy mogą wybierać to co im się podoba.

W chwili obecnej otrzymałem od władz polskich odpowiedź w tej sprawie. Obawiam się jednak, że przedstawione w niej argumenty nie zdołały w pełni rozproszyć mojego zaniepokojenia zachowaniami homofobicznymi akceptowanymi przez rząd.”

Cała sprawa odwołania Mirosława Sielatyckiego, oprócz wyraźnych treści homofobicznych, pokazuje lekceważenie zawartych wcześniej ustaleń międzynarodowych. Rada Europy jest organizacją, która nie ma silnego oddziaływania legislacyjnego na państwa członkowskie. Posługuje się rezolucjami, deklaracjami i rekomendacjami. Od wielu lat kształtuje, wspomniany wcześniej, europejski paradygmat edukacyjny, czyli wspólne rozumienie podstawowych spraw. Jeszcze na początku 2006 roku wydawało się, że Polska ten paradygmat współtworzy. Zaangażowanie ministerstwa w realizację Europejskiego Roku Edukacji Obywatelskiej, jeszcze za urzędowania ministra Seweryńskiego, dawało nadzieję, że rezultaty długoletniej współpracy z Radą Europy zostaną zachowane, a nawet rozwinięte. 12 grudnia 2005 roku została zorganizowana konferencja promująca poradnik „Kompas” w polskim środowisku edukacyjnym. Minister Seweryński wyraźnie poparł wprowadzenie „Kompasu” do polskich szkół. W podsumowaniu Europejskiego Roku Edukacji Obywatelskiej (European Year of Citizenship through Education) okazało się, że to właśnie w Polsce zostało przeprowadzonych najwięcej projektów, i że udało się stworzyć ogólnopolską sieć osób gotowych promować edukację obywatelską w poszczególnych regionach.

Kolejne wypowiedzi i działania ministra Romana Giertycha zmieniły zupełnie pozycję Polski w „europejskim środowisku edukacyjnym”. Stało się również jasne, że edukacja obywatelska traci na znaczeniu wobec edukacji patriotycznej, że zaczyna być utożsamiana z niepoprawnym podejściem do szkoły, jako instytucji uczącej zachowań demokratycznych. A szkoła, według ministra Giertycha, na pewno „demokratyczna” nie jest i nie powinna być.

1 marca 2007 roku, podczas spotkania ministrów edukacji Unii Europejskiej w Heidelbergu, Roman Giertych otwarcie wygłosił opinie dotyczące homoseksualizmu, polityki rodzinnej oraz wartości narodowych. Jego wypowiedź miała również wydźwięk ksenofobiczny. „Jeżeli nie będziemy wzmacniać rodziny, to będziemy kontynentem zasiedlonym przez dbających o rodzinę przedstawicieli świata islamu. Nie możemy w nauczaniu młodzieży propagować za normalne związki pomiędzy osobami tej samej płci, gdy obiektywnie są one odchyleniami od prawa naturalnego. Europa potrzebuje zmian. Trzeba niezwłocznie zakazać aborcji”. Tak radykalnych poglądów ostatnio wśród europejskich ministrów edukacji nie słyszano. Z jednej strony zaskakujące jest samo ich publiczne wyrażenie i złamanie edukacyjnego paradygmatu. Z drugiej strony powinno to budzić również zastrzeżenia formalne: w większości europejskich programów edukacyjnych co roku określane są priorytety dla składanych projektów. Są to zazwyczaj zagadnienia związane właśnie z dążeniem do spójności społecznej (w tym współpraca z mniejszościami etnicznymi, narodowymi i innymi), szeroko pojętą tolerancją i edukacją obywatelską. Publiczne wyrażenie przez Ministra Edukacji poglądów sprzecznych z tymi priorytetami, jak również z założeniami Strategii lizbońskiej, powinno logicznie rodzić wątpliwości dotyczące udziału polskiej młodzieży i polskich nauczycieli w europejskich programach edukacyjnych.

W dniach 4-5 maja 2007 roku odbyło się w Istambule posiedzenie Stałej Konferencji Europejskich Ministrów Edukacji (Rady Europy) na temat: „Budowanie Europy bliższej ludziom, Europy włączenia społecznego: rola polityk edukacyjnych” (Building a more humane and inclusive Europe: role of education policies). Posiedzenie to miało ścisły związek z decyzją o kontynuowaniu programu Rady Europy „Education for Democratic Citizenship” (Edukacja na rzecz obywatelstwa demokratycznego), w którym Polska od 1997 roku brała czynny udział i którego częścią był Europejski Rok Edukacji Obywatelskiej (2005). Tradycją i głównym zadaniem tych posiedzeń stało się przyjmowanie deklaracji i rezolucji, do których państwa członkowskie Rady Europy odwołują się przy wprowadzaniu innowacji edukacyjnych. Na posiedzenie ministrów w Istambule zostały przygotowane trzy dokumenty: Deklaracja końcowa, Rezolucja dotycząca rezultatów i wniosków z przeprowadzonych projektów w latach 2003 – 2006, Rezolucja dotycząca programu działań na lata 2008-2010. Wszystkie te dokumenty odwołują się do długoletniej współpracy krajów członkowskich w ramach programów dotyczących edukacji obywatelskiej i praw człowieka. Określają również priorytety i główne kierunki działań na przyszłość.

Roman Giertych nie podpisał żadnego z tych dokumentów. Już sam fakt ich niepodpisania jest ewenementem w historii współpracy z Radą Europy. Ale ważne jest również to, czego Roman Giertych nie chciał podpisać. We wszystkich tych dokumentach bardzo wiele punktów dotyczy wielokulturowości i wieloreligijności Europy oraz rozwiązywania wynikających z tej złożonej rzeczywistości problemów w edukacji. Jest tam mowa o poszanowaniu inności, różnorodności i o zapewnieniu wszystkim, bez względu na pochodzenie i wyznanie, równego dostępu do edukacji. Dokumenty odwołują się do wcześniejszych ustaleń: do Deklaracji Krakowskiej, gdzie w 2000 roku mówiono już o „pluralistycznych społeczeństwach, gdzie prawa dziecka i prawa człowieka są przestrzegane i żadna grupa nie jest wykluczona”, do Deklaracji Wrocławskiej, w której została podtrzymana chęć europejskich ministrów edukacji do współdziałania na polu edukacji obywatelskiej i na rzecz praw człowieka, wreszcie do ustaleń 3. Szczytu Rady Europy, który odbył się w 2005 roku w Warszawie, gdzie została podkreślona rola edukacji wielokulturowej i obywatelskiej. Warto przypomnieć, ile strona polska w ubiegłym czasie zrobiła. Trzy ważne deklaracje zostały przyjęte właśnie w Polsce. Byliśmy aktywni podczas ich tworzenia, jak również w konkretnym działaniu. Polskie szkoły podczas Europejskiego Roku Edukacji Obywatelskiej przeprowadziły ponad 800 projektów. Niewiele mniej zostało zrobione na poziomie regionalnym. Na początku 2006 roku wydawało się, że ruszyliśmy z miejsca. Że udało się połączyć działania organizacji pozarządowych i sektora budżetowego w działaniach na rzecz edukacji obywatelskiej i na rzecz praw człowieka.

Niepodpisanie dokumentów, w których zawarte są zapisy o dialogu międzykulturowym i dążeniu do spójności społecznej poprzez edukację wyrzuca w pewnym sensie Polskę poza nawias europejskiej myśli edukacyjnej. Warto pamiętać, że Rada Europy współpracuje z Komisją Europejską, szczególnie w związku z edukacyjnym wymiarem Strategii Lizbońskiej. Że zapisy nie podpisane przez Romana Giertycha w deklaracji Rady Europy są niemal identyczne z zapisem celów strategicznych w działaniach edukacyjnych Unii Europejskiej.

W czerwcu 2007 roku Komisarz Praw Człowieka Rady Europy, Thomas Hammerberg, przedstawił w Warszawie „Memorandum do polskiego rządu”, w którym zawarł spostrzeżenia i rekomendacje dotyczące przestrzegania praw człowieka w Polsce. W raporcie tym zauważone zostały działania ministra Romana Giertycha. Została poruszona sprawa wycofania poradnika „Kompas”, jak również odwołania dyrektora CODN, Mirosława Sielatyckiego. Komisarz wyraźnie pisze, że wyjaśnienia Ministerstwa Edukacji Narodowej udzielone mu jesienią 2006 roku nie są dla niego przekonujące. Uważa, że zawarty w jednym z polskich podręczników opis homoseksualizmu jest „zły,…, obraźliwy, niezgodny z zasadami równości, różnorodności i poszanowaniem praw każdego człowieka”.


Irena Dzierzgowska

2. Minister Roman Giertych a Związek Nauczycielstwa Polskiego

Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej stanowi:

„Art. 59.

  1. Zapewnia się wolność zrzeszania się w związkach zawodowych, organizacjach społeczno-zawodowych rolników oraz w organizacjach pracodawców.
  2. Związki zawodowe oraz pracodawcy i ich organizacje mają prawo do rokowań, w szczególności w celu rozwiązywania sporów zbiorowych, oraz do zawierania układów zbiorowych pracy i innych porozumień.
  3. Związkom zawodowym przysługuje prawo do organizowania strajków pracowniczych i innych form protestu w granicach określonych w ustawie. Ze względu na dobro publiczne ustawa może ograniczyć prowadzenie strajku lub zakazać go w odniesieniu do określonych kategorii pracowników lub w określonych dziedzinach.
  4. Zakres wolności zrzeszania się w związkach zawodowych i organizacjach pracodawców oraz innych wolności związkowych może podlegać tylko takim ograniczeniom ustawowym, jakie są dopuszczalne przez wiążące Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowe.”

Z ustawy o związkach zawodowych wynika obowiązek równego traktowania wszystkich związków zawodowych. W praktyce jednak Ministerstwo Edukacji Narodowej kierowane przez Romana Giertycha lekceważąco, a nawet w sposób dyskryminujący, traktowało zarówno Związek Nauczycielstwa Polskiego, jak i jego członków.

Niektóre wydarzenia

Październik 2006

Styczeń 2007

Marzec 2007

Kwiecień 2007

Maj 2007

Studium przypadku – Listy Międzynarodowych Organizacji Związkowych w sprawie relacji MEN-ZNP

Europejski Komitet Związków Zawodowych Oświaty i Nauki (ETUCE) do Jarosława Kaczyńskiego, Prezesa Rady Ministrów i Romana Giertycha, Ministra Edukacji Narodowej – 14 marca 2007 (fragmenty – tłumaczenie dostarczone przez ZNP):

Europejski Komitet Związków Zawodowych Oświaty i Nauki (ETUCE) został poinformowany, że nasze koleżanki i koledzy z ZNP organizują 17 kwietnia protest przeciw sytuacji edukacji w Polsce, szczególnie sytuacji nauczycieli i przeciw polityce edukacyjnej.

Wspieramy nasze polskie koleżanki i kolegów w ich staraniach naświetlenia problemów edukacji oraz w związku z brakiem odpowiedzialności w dialogu społecznym.

Reformy w edukacji mają miejsce w wielu krajach. (...) Jednak wprowadzanie reform w edukacji jest skomplikowanym procesem i powinno opierać się na wysiłkach wszystkich partnerów oraz wspierać na ich doświadczeniu i solidnym, długo wypracowywanym porozumieniom. (...)

Z wielkim żalem ETUCE obserwuje jak Polski rząd łamie wcześniejsze porozumienia z nauczycielską organizacją ZNP. Wszyscy partnerzy w procesie reformy powinni na sobie polegać i wierzyć, że porozumienia zostaną wprowadzone tak jak wcześniej ustalono. (...)

ETUCE domaga się od Polskiego Rządu wywiązania się ze swojego obowiązku zapewnienia dialogu społecznego oraz partnerstwa. ETUCE wierzy, że działania przeciw zasadom dialogu społecznego prowadzą tylko do konfrontacji, rozczarowania i braku poprawy. Szkoła nie jest polem do rozgrywania politycznej bitwy, ale miejscem do wychowywania przyszłych generacji – odpowiedzialność, która wymaga dialogu i partnerstwa. (...)

ETUCE wspiera żądania ZNP i prosi Rząd o pozytywną reakcję na ten protest oraz do podjęcia wysiłków wprowadzania zmian w polityce edukacyjnej razem ze wszystkimi partnerami, z włączeniem nauczycieli.

ETUCE reprezentuje 110 nauczycielskich związków zawodowych w Unii Europejskiej, liczących ponad 5,5 milionów nauczycieli. ETUCE jest zrzeszony w Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych I jako taki jest uznanym partnerem społecznym w Unii Europejskiej w sektorze edukacji. ETUCE jest także autonomiczną organizacją w ramach światowej federacji nauczycieli, Międzynarodówce Edukacyjnej (Education International).

Martin Rømer, Sekretarz Generalny.

Międzynarodówka Edukacyjna (Education International – EI) do Jarosława Kaczyńskiego, Prezesa Rady Ministrów i Romana Giertycha, Ministra Edukacji Narodowej, 15 marca 2007 roku (fragmenty – tłumaczenie dostarczone przez ZNP):

„Międzynarodówka Edukacyjna (Międzynarodówka Edukacyjna (Education International – EI), światowa federacja nauczycieli reprezentująca ponad 30 milionów członków w 169 krajach, której członkiem jest Związek Nauczycielstwa Polskiego jest bardzo zaniepokojona brakiem dialogu społecznego we wprowadzaniu ostatnich zmian w polskiej polityce edukacyjnej.

EI w pełni solidaryzuje się z ZNP i podziela obawy związku, że ostatnie decyzje i wypowiedzi polskiego Ministra Edukacji powodują lęk i konsternację nie tylko w Polsce, ale także w Europie, ponieważ są one sprzeczne z międzynarodowymi konwencjami i rekomendacjami dotyczącymi praw człowieka i statusu nauczyciela, które Polska ratyfikowała.(...)

Nauczyciele muszą być wysłuchani, ponieważ to oni wprowadzają w życie, potrzebne do udoskonalenia systemu edukacji, reformy.

Międzynarodówka Edukacyjna zwraca się z gorącą prośbą do Waszego Rządu o respektowanie międzynarodowych konwencji, które ratyfikowane były dla dobra wszystkich Polaków.

Fred van Leeuwen, Sekretarz Generalny”

Ministerstwo Edukacji Narodowej, Departament Współpracy Międzynarodowej do Międzynarodówki Edukacyjnej, 2 kwietnia 2007 roku (fragmenty):

„ZNP od momentu objęcia funkcji Ministra Edukacji Narodowej przez pana Romana Giertycha wystąpił z pozamerytorycznym i politycznym hasłem „Giertych musi odejść” czyniąc sobie z ministra edukacji wroga, którego trzeba zwalczyć wszelkimi dostępnymi metodami. Nie ma to nic wspólnego z misją związku zawodowego powołanego do obrony praw pracowniczych. Do 1989 roku ZNP był jedynym oficjalnym „reprezentantem” nauczycieli i jednocześnie satelitą partii komunistycznej sprawującej dyktatorską władzę w Polsce. Jego podstawową rolą była indoktrynacja nauczycieli i kadry akademickiej. Po czerwcu 1989 roku ZNP nie odciął się od komunistycznych korzeni ściśle współpracując z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. (...)

Reasumując należy stwierdzić, że w Polsce jest zapewniony dialog społeczny w edukacji według standardów europejskich. Nowe regulacje prawne systemu edukacji są konsultowane ze wszystkimi uczestnikami dialogu społecznego, w tym z ZNP. Prawa człowieka są przestrzegane, międzynarodowe konwencje ratyfikowane przez Polskę są honorowane, a zmiany w polskiej edukacji mają na celu wyższą jakość polskiej edukacji, co leży w żywotnym interesie Europy, realizującej strategię lizbońską. W tym procesie jest również miejsce dla konstruktywnego wkładu ZNP.

Mgr Sławomir Adamiec, Dyrektor Departamentu Współpracy Międzynarodowej.”

Europejski Komitet Związków Zawodowych Oświaty i Nauki (ETUCE) do Sławomira Broniarza, Prezesa ZNP – 29 maja 2007 roku (fragmenty - tłumaczenie dostarczone przez ZNP)

„Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy,

ETUCE jest zatroskana w związku z kolejnym protestem przeciwko sytuacji w polskiej edukacji, przeprowadzanym przez Wasz Związek 29 maja, a szczególnie problemami związanymi z wynagradzaniem nauczycieli i polityką edukacyjną.

ETUCE przypomina Rządowi o jego odpowiedzialności za satysfakcjonujące i bezpieczne warunki pracy nauczycieli i innych pracowników szkoły. (...)

Z wielkim rozczarowaniem ETUCE obserwuje, jak polski rząd łamie zasady dialogu społecznego z organizacją nauczycielską ZNP. Żaden partner nie powinien forsować swoich decyzji bez wcześniejszej próby osiągnięcia porozumienia. (...)

ETUCE zdecydowanie prosi polski rząd o sprostanie odpowiedzialności za dialog społeczny i partnerstwo. ETUCE wierzy, że działania przeciwko dialogowi społecznemu prowadzą jedynie do konfrontacji, rozczarowania i braku rozwoju. Szkoła nie jest polem politycznej bitwy, lecz miejscem wychowania przyszłych generacji – taka odpowiedzialność wymaga dialogu społecznego i partnerstwa. (...)

ETUCE wspiera żądania ZNP i ma nadzieję, że polski rząd zareaguje pozytywnie na ten protest i podejmie wysiłki zmierzające do wprowadzenia zmian w polityce edukacyjnej wraz ze wszystkimi partnerami, szczególnie nauczycielami. (...)

Martin Rømer, Sekretarz Generalny ETUCE”

Międzynarodówka Edukacyjna (Education International – EI) do Romana Giertycha, Ministra Edukacji Narodowej, 3 lipca 2007 roku (fragmenty – tłumaczenie dostarczone przez ZNP)

„Dziękuję za list przesłany 2 kwietnia 2007 przez Dyrektora Departamentu do Spraw Współpracy Międzynarodowej w odpowiedzi na pismo, w którym nasza Międzynarodówka wyraziła zaniepokojenie Pańską polityką i planami dotyczącymi sektora edukacyjnego, ponieważ dotyczą one wszystkich pracowników zatrudnionych w systemie edukacyjnym w Waszym kraju. Niestety, Wasza odpowiedź nie rozwiała naszych obaw. (...)

Sprzeciwiamy się przedstawianiu naszych szanowanych członków jako organizacji politycznej, która bardziej zainteresowana jest podważaniem Pańskiej pozycji i wspieraniem SLD, partii opozycji, niż zaangażowana w obronę własnych członków. Uprzejmie przypomina nam Pan, że ZNP był jedynym reprezentantem nauczycieli w okresie komunistycznych rządów.

Jesteśmy świadomi faktu, że w tamtym okresie ruch nauczycieli nie był ani mniej skłonny do pomocy, ani bardziej bohaterski niż większość innych grup społecznych. Może to być godne ubolewania, jednak jest to kompletnie nieistotne odnośnie problemów, o których pisaliśmy w naszym liście. ZNP jest jednym z najstarszych związków nauczycielskich w Europie, powstałym na długo przed tym, zanim Wasz kraj stał się ofiarą niemieckiej, a później sowieckiej ekspansji. Ocenę, czy ZNP przetrwało ideologiczne burze XX wieku z honorem (i bez uszczerbku) powinno się zostawić historykom, nie politykom.

Związki edukacyjne w naszej Międzynarodówce pozostawiły przeszłość za sobą, teraz patrzą w przyszłość. Mamy szczerą nadzieję, że europejskie rządy uczynią podobnie.

ZNP nie prowadzi, jak Pan błędnie sugeruje, kampanii przeciwko Panu, jako członkowi Rządu. Członkowie ZNP sprzeciwiają się polityce i niektórym planom, które Pan zaproponował, ponieważ wierzą, że nie leżą one w interesie zarówno ich samych, jak i edukacji i uczniów. Bez względu na poparcie dla tych pomysłów, które jak Pan twierdzi istnieje w społeczeństwie, nasza organizacja ma, jako niezależny i samorządny związek, pełne prawo do kwestionowania przyjmowania i wprowadzania ich w życie. W Pańskim liście, sugeruje Pan także, że ZNP ponosi odpowiedzialność za wzrost przemocy w polskich szkołach. Sądzimy, że jest to niedorzeczne. Natężenie przemocy jest społecznym złem, które odczuwane jest w wielu społeczeństwach, i które ma niestety wpływ na nasze szkoły. (...)

W związku z tym, proszę nam pozwolić wyrazić głęboką troskę związaną z Pana sugestią, aby wykluczyć z zawodu nauczyciela osoby, które odegrały aktywną rolę w partii lub rządzie, w okresie komunizmu. Takie działanie nie tylko naruszyłyby zasady legalności w Waszym kraju, ale także byłoby sprzeczne z międzynarodowymi standardami pracy, ratyfikowanymi przez Wasz kraj. (...)

Nigdy nie zakwestionowalibyśmy moralności chrześcijańskiej jako źródła polskich obyczajów i tradycji, ale uważamy, że Pańskie rozumienie moralności i najważniejszych zasad etyki chrześcijańskiej jest błędne, a użyte jako podstawa przy podejmowaniu politycznych decyzji, stanowi niebezpieczeństwo dla społecznej wolności.

Bylibyśmy wdzięczni, jeśli zechciałby Pan dać nam możliwość spotkania i dokładnego wyjaśnienia naszych poglądów na kwestie zawarte w tym liście.

Fred van Leeuwen, Sekretarz Generalny.”  


Zofia Kuklińska

3. Chodzi o normalność - rozmowa z dr Hanną Machińską, pracownikiem naukowym UW

Warszawa, 23 lipca 2007 roku

Zofia Kuklińska: Co Pani sadzi o przyszłości polskiej edukacji?

Hanna Machińska: Można mówić o wielu aspektach polityki edukacyjnej, ale ja chciałabym się skoncentrować na naszych działaniach na terenie europejskim.

Medialnie najważniejszą była sprawa dyrektora CODN, która pokazała ,że w Polsce działają siły starające się zmarginalizować politykę edukacyjną, pokazać, że właściwie jest ona tylko kwestią zarządzeń ministra. Pozbawienie stanowiska dyrektora Mirosława Sielatyckiego było spowodowane publikacją przez CODN poradnika „Kompas”, który służył nauczycielom w przygotowaniu się do prowadzenia zajęć z zakresu praw człowieka. Poradnik ten wprowadzony był w wielu państwach członkowskich Rady Europy, a także poza Europą, np. w Maroku. Uczy tolerancji, uczy, jak należy podejmować dialog. Decyzja o zakazie używania podręcznika i zdjęciu dyrektora ze stanowiska w żaden sposób nie zamknęła dyskusji o prawach człowieka w Polsce, nad czym nikt przed podjęciem tych decyzji się nie zastanowił. Nasza młodzież jest dojrzała. Nasza młodzież ma wiele kontaktów międzynarodowych, w ramach różnych grup odbywa się wiele dyskusji. Zakaz powoduje odwrotną reakcję… Jeżeli ktoś uważa, że zakazując używania poradnika, zlikwiduje problem, jest w wielkim błędzie.

Kiedy Poradnik był wprowadzany do Polski, nikt z nas – w tym ówczesny minister edukacji a później szkolnictwa wyższego i nauki pan minister Seweryński - w ogóle nie przypuszczał, że może on wywołać tyle kontrowersji.

Popatrzmy – tam jest dyskusja o wielu ważnych zagadnieniach współczesnego świata: o problemie bezrobocia, walce z AIDS, poziomie i rozwoju społecznym, kwestiach związanych z tolerancją, prawami człowieka itp. Fragment dotyczący tolerancji seksualnej, który nie podobał się ministrowi, jest również ważny. Ta kwestia też powinna być dyskutowana. I od tej dyskusji minister uciekł, i to w sposób niezwykle naganny, dlatego że nie może być ucieczką zdjęcie człowieka ze stanowiska i zakazanie używania poradnika, mówiąc w przenośni – „palenie na stosie”. I będą tego długofalowe skutki. Różne, bo to, co zawdzięczamy ministrowi Giertychowi, to także ogromne zainteresowanie „Kompasem”. Tylko ja nie chciałabym, żebyśmy w Polsce interesowali się poradnikiem, ponieważ dochodzi do skandalu i w atmosferze skandalu wszyscy, a przed wszystkim młodzież, rzuca się na poradnik „Kompas”. Przez takie działanie wywołuje się nienormalne reakcje, nienormalne podejście do ważnych tematów. A chodzi przecież o normalność w naszym kraju. Poradnik jest i, co więcej, niedługo Rada Europy organizuje właśnie w Polsce dyskusję na jego temat z organizacjami pozarządowymi , z młodzieżą. Musi istnieć dialog społeczny.

Pojawiły się pytania – czy można było wydać ten Poradnik, usuwając jedną czy dwie strony? Sekretarz Generalny Rady Europy słusznie podkreśla, że Poradnik ten powstał w wyniku debaty wielu wybitnych ekspertów. Międzynarodowy zespół specjalistów z różnych państw podjął się opracowania materiału, który jest naprawdę neutralnym podejściem do zagadnień. Moim zdaniem, szkodliwość społeczną ma nie dyskutowanie o ważnych sprawach – a zakazanie poradnika, co wywołało także ogromnie reperkusje międzynarodowe. Zakazanie czytania w Polsce poradnika, który ma 22 wersje językowe ma wymiar antyeuropejski i myślę, że to jest właśnie bardzo groźne.

Jest drugi przykład społecznej szkodliwości braku dyskusji. W Europie powstała książka, zbiór esejów historycznych o wymiarze międzynarodowym, będący wynikiem przemyśleń zespołów badawczych, które dyskutowały nad różnymi okresami historii. Ma ona charakter wspomagający nauczycieli i młodzież, poprzez pokazanie różnych podejść do zagadnień historycznych. Z tych esejów minister uczynił podręcznik – chociaż ta książka nigdy nie była i nie będzie podręcznikiem – i rozpętał kampanię polityczną, sugerującą, że mamy do czynienia ze spiskiem europejskim, który zakazuje prawdy historycznej o II wojnie światowej. Padały różne zarzuty, między innymi taki, że w książce nie ma informacji o tym, że II wojna światowa rozpoczęła się w 1939 roku agresją Niemiec na Polskę. Nie będziemy z tej książki uczyć, kiedy zaczęła się II wojna światowa, gdyż jest to pozycja o zupełnie innym charakterze - jest to pozycja uzupełniająca, składająca się z 35 esejów wybitnych historyków. Cóż możemy zrobić? Przybliżymy tę książkę polskiemu czytelnikowi. Przetłumaczymy na język polski. Nauczyciele zareagowali spontanicznie i zwracali się do nas z prośbą o możliwość zapoznania się z tą książką i myślę, że młodzież również, podobnie jak w przypadku „Kompasu”, w atmosferze sensacji wykazuje zainteresowanie. A tu nie ma żadnej sensacji, jest bardzo dobry zbiór esejów.  Takie zainteresowanie mnie cieszy, tylko nie chciałabym tak prezentować dorobku Rady Europy…

Myślę, że dyskusja wokół książki pokazuje jeszcze coś innego. Spowodowała, że na forum międzynarodowym padły bardzo niebezpieczne wypowiedzi. Kiedy właściwie nie było żadnego problemu, żadnego sporu – to my stworzyliśmy konflikt. Jeżeli ten konflikt powstaje wokół edukacji, siłą rzeczy przenosi się na poziom krajowy, przy czym obraz polskiej edukacji, tak przedstawiany jest nieprawdziwy, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, ale tworzy wokół Polski niepotrzebną atmosferę, co jest niebezpieczne i na tym polska edukacja dużo traci.

I na zakończenie – czy w XXI wieku takie książki mają być zakazywane ?

Z.K.: To pytanie jest więc do nas wszystkich, a ja bardzo dziękuję za rozmowę.
 


Anna Rękawek

4. Polityka Romana Giertycha wobec samorządów - Rozmowa z Mirosławem Sielatyckim, zastępcą Dyrektora warszawskiego Biura Edukacji

Warszawa, 12 lipca 2007 roku

Anna Rękawek: Jaki jest wpływ polityki Romana Giertycha na możliwości kreowania polityki edukacyjnej przez samorządy?

Mirosław Sielatycki: Po pierwsze, osłabł dialog między rządem a samorządem.

To duża strata, bo partnerstwo rządowo – samorządowe na rzecz edukacji jest czymś naturalnym, niezbędnym Polsce. Rząd ustala prawo, jest ono respektowane przez samorządy, odpowiedzialne za edukację, codzienny kontakt jest tutaj potrzebny. Ten dialog nie jest łatwy (na przykład kiedy dotyczy naliczania subwencji oświatowej), ale jest konieczny, a teraz uległ znacznemu osłabieniu. Obecne władze bardzo ograniczyły obszar konsultacji społecznych, także ze związkami zawodowymi i innymi grupami i organizacjami społecznymi.

Druga sprawa, która w sposób znamienny wiąże się z pierwszą – to ciągłe próby centralizacji oświaty, coś w rodzaju kontrreformacji edukacyjnej. Od roku 1989 kolejne akty prawne upodmiotawiały samorząd w zakresie edukacji, a teraz mamy wyraźny odwrót od tego typu praktyki na rzecz dążeń lub działań centralizacyjnych, niezgodnie z zasadą pomocniczości, subsydiarności, racjonalności. Przykładem są nowe zasady obsadzania stanowisk dyrektorów, kuratorów, wyboru podręczników, metod badania szkoły, wprowadzenia mundurków szkolnych, czy zasady finansowania oświaty.

Trzecia sprawa to nieracjonalne wykorzystywanie środków finansowych, w tym zwłaszcza środków unijnych, czego przykładem mogą być scentralizowane przez ministra Giertycha finanse na zajęcia pozalekcyjne.

Mamy już doświadczenie, co z takiego scentralizowania wynika - kuratoria do realizacji takiego zadania nie są przygotowane. Jak można z poziomu Warszawy oceniać potrzeby szkoły pod Radomiem? Nawet przy najlepszych chęciach, to akty prawne i zarządzenia pozostają biurokratycznymi zapisami, a i tak samorządy wiedzą najlepiej, jakie są lokalne potrzeby. To wynika z centralistycznego myślenia, że edukacja to jest coś, co można na podstawie ustalonego algorytmu zorganizować wszędzie tak samo. Tak nie jest. Wolność wyboru i różnorodność to wartości w oczach ministra niezbyt cenne.

Z tym wiąże się marnotrawienie środków, czego przykładem są mundurki szkolne. Zobaczmy, ile kosztują same prace przygotowawcze – Gala w Łodzi, akcja reklamowa – na całe szczęście, odwołana… To są dziesiątki czy setki tysięcy, a potem dziesiątki milionów złotych wydanych na umundurowanie naszych uczniów… A teraz wyobraźmy sobie, że te pieniądze są wykorzystane chociażby na wyrównywanie szans edukacyjnych.

Ujednolicone stroje w jednej szkole nie zmienią faktu, że gdy spotkają się szkoły z regionów o różnym stopniu zamożności różnice będą widoczne. To będą różnice między mundurkami… W polskiej „przedgierytchowskiej” szkole wypracowano w kwestii mundurków rozsądny kompromis, zgodnie z zasadą subsydiarności decyzja o mundurkach była przekazana lokalnej szkolnej społeczności. Wprowadzenie mundurków w konkretnej szkole było świadomym autonomicznym wyborem tej społeczności, a nie urzędników. To zostało zaprzepaszczone, wybór zastąpiono przymusem, teraz będziemy mieli wszystkich uczniów w obligatoryjnych mundurkach; z oświaty uczyniono kolejny „resort mundurowy”.

Obok braku dialogu, prób centralizacji i niewłaściwego wykorzystywania środków, ważną sprawą jest zaniechanie podejmowania prawdziwych wyzwań stojących przed edukacją. Wychowanie przedszkolne, obniżenie wieku szkolnego, szkolnictwo zawodowe, programy nauczania – to przykładowe obszary, w których ministerstwo nie podjęło wystarczających działań, nie ma tutaj sensownych, systemowych pomysłów, również dlatego, że resort zajmował się problemami zastępczymi (choć medialnie i politycznie spektakularnymi).

Bardzo niebezpieczna i wywołująca zdecydowaną reakcję samorządów była próba zmiany trybu wyboru dyrektorów szkół – obligatoryjna zgoda kuratora na powierzenie funkcji dyrektorowi – zwycięzcy w konkursie. To był otwarty atak na samorządy. Samorządy potrzebują autonomii, dyrektor szkoły jest w tym procesie osobą kluczową, pośrednikiem między szkołą a samorządem - próbowano tę funkcję de facto upolitycznić, scentralizować. Była to, na szczęście, próba nieudana, ale sama intencja pokazuje mentalność władzy oświatowej, ministra Giertycha.

Drugi przykład – finanse na zajęcia wyrównawcze, ich scentralizowanie na poziomie wojewódzkim. Dodało to dużo niepotrzebnej pracy kuratoriom, pozbawiło samorządy wpływu na sposób podziału tych środków, a jednocześnie utrudniało ich skuteczne wykorzystanie, zgodne z autentycznym zapotrzebowaniem. Decyzje o dofinansowaniu konkretnych zajęć podejmuje osoba nie znająca tak dobrze tych realiów jak pracownik samorządu lokalnego, który ma codzienny kontakt ze szkołami.

Działa tu też szereg mitów. Mówi się dużo o wyrównywaniu szans między wsią a miastem. To jest prawda złożona, na przykład różnice w wynikach sprawdzianów w szkole podstawowej lub gimnazjum między dzielnicami Warszawy są często dwukrotnie większe niż różnice między województwami polskimi. Tak jest we wszystkich krajach Europy Zachodniej. Są w miastach dzielnice o trudniejszych warunkach społeczno – ekonomicznych, którym trzeba pomóc i dzielnice lepsze. Szkoły w nominalnie „wiejskich” miejscowościach wokół Warszawy mają lepsze wyniki niż szkoły z jednej z warszawskich dzielnic, zatem większej pomocy potrzebuje ta dzielnica miasta. Takie problemy może zdiagnozować tylko samorząd szczebla lokalnego. W każdej gminie pieniądze potrzebne są na co innego i tego nie da się ocenić nawet z poziomu województwa, nie mówiąc już o poziomie państwa.

Niewiara, że samorząd może być partnerem, wynikać może z faktu, że w samorządach nie zawsze rządzą „swoi”, a „innym” nie można ufać. Przekonanie o tym, że z poziomu państwa widać lepiej pociąga za sobą niebezpieczeństwo, że środki zostaną przeznaczone tylko na to, co w oczach tej władzy (a nie społeczności lokalnych) jest potrzebne, niebezpieczeństwo, że mogą je w pierwszym rzędzie dostać posłuszni. A ponadto w tak dużym kraju jak Polska nie można racjonalnie wydawać środków w sposób tak scentralizowany.

Trzeci przykład to program „Zero tolerancji …”. Wszyscy się zgadzamy, że należy dbać o bezpieczeństwo w polskich szkołach. Ale dla tego ogólnie słusznego celu zaproponowano program zbyt powierzchowny i zbyt represyjny, który zmarnotrawi energię i środki. Słuszny cel – złe narzędzia. W edukacji na efekty czeka się niestety długo, nie da się osiągać celów do czasu następnej konferencji prasowej. To praca dla cierpliwych. Minister -pedagog byłby tutaj pewnie bardziej cierpliwy i wrażliwy od ministra-polityka.

Szkoda, że w przygotowaniu programu zignorowano dotychczasowe doświadczenia samorządów lokalnych. Przez kilkanaście lat samorządy dopracowały się różnych lokalnych rozwiązań (np. poprzez programy realizowane przez straż miejską), które mogłyby być promowane przez ministerstwo, pokazywane jako przykłady dobrej praktyki. Samorządy wkładają wiele wysiłków w zorganizowanie działalności pozalekcyjnej i te zajęcia też służą temu samemu celowi, w jakim powstał program. Doświadczenia te zostały pominięte, nie mówiąc już, że nie zostały wsparte finansowo. „Zero tolerancji” poprzedzało zero konsultacji z samorządami.

Co do „trójek giertychowskich” (w Warszawie raczej „dwójek”) należy stwierdzić, że nie da się takim narzędziem rzetelnie zdiagnozować problemów wychowawczych szkół. Prawdziwy obraz sytuacji może być dany z jednej strony dzięki codziennej pracy nauczycieli i pedagogów, z drugiej - dzięki profesjonalnym badaniom, wiele takich badań już jest, można się do nich odwołać, jak chociażby do stosunkowo niedawnych badań związanych z „Białą księgą młodzieży polskiej”. Warto w najbliższym czasie robić tego typu badania bardziej systemowo - wykorzystując środki unijne. Odpowiedzi nie da natomiast jednodniowa wizyta słabo przygotowanych do wykonywania tego zadania zespołów.

Efektem wizyt giertychowskich trójek w szkołach miały być programy naprawcze. To zbytnia wiara w siłę „leczenia objawowego”, jednak bez działań profilaktycznych efekty mogą być ograniczone.

Tego typu myślenie znów wynika z mentalności autorów takich programów, według których świat edukacji musi być jednolity, wszędzie można stosować te same narzędzia a wychowanie jest matrycą, którą można nałożyć na każdą społeczność szkolną i otrzymać założone, wszędzie takie same, efekty (w tym przypadku wychowawcze). Tak nie jest, proces wychowania inaczej przebiega bowiem w każdej szkole. Jest to też płynięcie pod prąd tego, co dzieje się w edukacji w Europie.

A.R.: I atak na autonomię samorządów. Czy samorządy się obronią?

M.S.: Wierzę, że tak. Są pozytywne przykłady, parlament potrafił pewne pomysły rządu zmienić, tak było w przypadku trybu wyboru dyrektorów szkół. Organizacje zrzeszające samorządy terytorialne (jak Unia Metropolii Polskich, Związek Miast Polskich) zgłaszają swoje stanowiska w najważniejszych kwestiach dotyczących oświaty, reagują na rządowe propozycje, argumentują własne racje, także na forum komisji dwustronnej rządu i samorządu.

Ale to ministerstwo musi zrozumieć, że współpraca z samorządem jest grą „wygrał – wygrał”. Pomijanie samorządu na etapie konsultacji oraz proponowanie rozwiązań odbierających autonomię samorządów, nie opłacają się nikomu.

A.R.: W tej współpracy jest jeszcze jeden podmiot – organizacje pozarządowe. Czy polityka ministra Giertycha może spowodować utrudnienia w tej współpracy, a polityka rządu, że ruch organizacji pozarządowych nie będzie się tak dynamicznie rozwijał jak do tej pory?

M.S.: Organizacje pozarządowe to bardzo ważny partner w edukacji. W wielu obszarach – często przywołuje się tu wychowanie przedszkolne na wsi – organizacja pozarządowa może być podmiotem, który rozwiąże problemy edukacyjne, albo w sposób znaczący będzie wspierał ich korzystne rozwiązanie.

W Warszawie współpraca z organizacjami pozarządowymi układa się dobrze, uruchomiliśmy jako samorząd szereg programów dla organizacji pozarządowych oraz środki na wsparcie realizacji ich projektów. Dla przykładu w 2007 roku organizacje pozarządowe realizują w Warszawie 77 programów edukacyjnych i wychowawczych, wspierając stołeczne szkoły.

Nie służą jednak tej współpracy takie gesty, jak wskazywanie przez niektórych przedstawicieli rządu organizacji lepszych i gorszych, zabranianie wstępu organizacjom pozarządowym na teren szkół… Przecież działa Ustawa o organizacjach pożytku publicznego – zarejestrowane organizacje są równe wobec prawa i nie może tu działać „prawo powielaczowe” czy subiektywne wypowiedzi urzędnika państwowego dowodzącego, że któreś z organizacji są lepiej a inne gorzej widziane. Może mieć to wpływ na dyrektorów szkół, którzy będą się zastanawiać przy nawiązywaniu współpracy, czy ich decyzje zgadzają się z poglądami zwierzchnika. Minister Giertych poszedł dalej, wskazał lepsze i gorsze nauczycielskie związki zawodowe.

Kontakt ze szkołami musi się opierać na respektowaniu prawa i zależeć od dyrektora i celów pracy wychowawczej i dydaktycznej danej szkoły.

Warszawie nie grozi ograniczenie współpracy z organizacjami pozarządowymi. Naprawdę dużo zależy tu od otwartości samorządów, które potrafią być skutecznym „amortyzatorem” złych pomysłów.

A.R.: Nie grozi nam utrata autonomii samorządów? Kapitał społeczny mamy już dość silny?

M.S.: Prawo chroni uprawnienia samorządów, ale niektóre proponowane rozwiązania prawne mogą je ograniczać. Wierzę, że edukacyjne upodmiotowienie samorządów pozostanie faktem. Demokrację najlepiej jednak będą chronić ludzie mający demokratyczne poglądy, pamiętajmy o tym w czasie następnych wyborów.

A.R.: I nadal będą warunki do rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Dziękuję za rozmowę.  
 


Otwórz rozdział w formcie Acrobat Reader (pdf)

<< WsteczSpis TreściDalej >>

Społeczny Monitoring Edukacji 2007