Monitor.edu.pl / Felietony Kanał RSS: Monitor Edukacji

Młodzieży chowanie

Kanał RSS: Newsy edukacyjne
Młodzież nam się podobno strasznie zepsuła... Narzekanie na młodzież jest wprawdzie co najmniej tak stare, jak edukacja (a może nawet tak stare, jak młodzież) jednak nasza musiała zepsuć się wyjątkowo, bo od pewnego czasu publiczny dyskurs o wychowaniu koncentruje się wokół dwóch kwestii: wychowania patriotycznego i zwalczania patologii. Fragmenty rejestru priorytetów, sformułowanego przez Romana Giertycha (właściwie dwóch rejestrów – priorytety różnią się w zależności od tego, na której konferencji były przedstawiane) brzmią jak zadania ministerstwa spraw wewnętrznych.

Stary to i sprawdzony chwyt: stworzyć sztuczny problem, by móc go następnie w spektakularny sposób rozwiązać. Gdy cała Polska ze zgrozą mówi o przypadku nauczyciela z Torunia, niezwykle łatwo, niestety, ten i podobne przypadki tak właśnie wykorzystać. A przecież „przypadek z Torunia”, choć wstrząsający zdarzył się raz, w jednej szkole spośród około trzydziestu tysięcy. Nie chcę przez to powiedzieć, że w szkołach nie ma problemów wychowawczych, nie zdarzają się zachowania fatalne czy groźne, a dzieci są niewinnymi, słodkimi (i bardzo patriotycznymi) istotami. Dzieci (i młodzież płci obojga), podobnie jak dorośli, bywają różne – mało to odkrywcze, zapewne, ale, jak się zastanowić, dość optymistyczne stwierdzenie.

Pan minister zresztą niepotrzebnie się chyba zamartwia kwestią bramek, ochroniarzy czy kontroli Internetu. Wszystko to bowiem nie leży w jego kompetencjach. Za środowisko wychowawcze w szkole odpowiada dyrektor czy dyrektorka, to jego lub jej zadaniem jest dbać o bezpieczeństwo uczniów (i nauczycieli), to szkoła, we współpracy z rodzicami oraz organizacjami pozarządowymi, ma zapobiegać problemom wychowawczym lub je skutecznie rozwiązywać. A jeśli w jakiejś szkole pojawiają się narkotyki, przemoc, korupcja czy problem z pornografią – od tego jest kodeks karny, policja i sądy. Tak to działa w demokratycznym państwie, opartym o zasadę pomocniczości.

Jakkolwiek jednak obecna debata o wychowaniu nie byłaby absurdalna, jest także groźna. Uczniowie i uczennice dostają bowiem jasny i czytelny sygnał: jesteście fatalni. Jesteście źli, aspołeczni (czy raczej: apatriotyczni), bierzecie narkotyki i bijecie nauczycieli. Trzeba was poddać kontroli i dyscyplinie, wprowadzić ochroniarzy do szkół i represyjną ocenę ze sprawowania. Trzeba was wziąć za twarz, bo nie macie praw – macie tylko obowiązki, których nie wypełniacie. Krótko mówiąc, jesteście do niczego.

Do tego sprowadza się sens pomysłów, zgłaszanych przez poprzednią i obecną ekipę ministerialną. Uderza przy tym brak zaufania do ludzi, których chce się wychowywać, ba, brak jakiejkolwiek chęci wysłuchania ich opinii. Kiedy uczniowie organizują debaty w szkołach, zakazuje się im tego, kiedy wychodzą w proteście na ulice – obraża się ich. Jest w tym głęboka pogarda dla uczniów i uczennic. A także, wbrew pozorom, pogarda dla nauczycieli – bo jak tu mówić o prestiżu zawodu, jeśli okazuje się, że nauczyciel to stróż porządku, w dodatku tak nieudolny, że państwo musi mu postawić ochroniarza u boku?

W żydowsko-chrześcijańskim przykazaniu miłości – „miłuj bliźniego, jak siebie samego” – zawarta jest ważka obserwacja psychologiczna. By móc kochać bliźnich, człowiek musi trochę pokochać siebie. Ujmując to bardziej współcześnie, językiem teorii wychowania: potrzebna nam samoakceptacja (nie mylić z egoizmem), abyśmy umieli akceptować innych i potrzebne nam jest poczucie własnej wartości, byśmy umieli szanować cudzą godność. Wychowanie, czy w ogóle praca z ludźmi (obojętnie, czy mają rok, piętnaście lat, czy dziewięćdziesiąt dziewięć), jest zawsze trudnym wyzwaniem. Nie sprosta mu nikt, kto nie umie nawiązać z tymi, których wychowuje, autentycznego dialogu i nie nawiąże takiego dialogu żaden nauczyciel czy nauczycielka, który uczniów i uczennic nie darzy szacunkiem i sympatią. Krótko mówiąc: albo będziemy naszych uczniów i siebie nawzajem chociaż trochę lubić, albo nam, nauczycielom, nawet minister Giertych w roli ochroniarza nic nie pomoże.
Anna Dzierzgowska, 1 czerwca 2006

Twoja opinia


Projekt realizowany w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.
Fundusze EOG Fundacja im. Stefana Batorego Polska Fundacja Dzieci i Młodzieży